Open top menu
Czego Ci nie “wypada”?

Czego Ci nie “wypada”?


Dostaliśmy następny list, który stawia bardzo ważne pytania: o równość płci, o rolę mężczyzn, o… funkcję Masculinum. Jesteśmy bardzo ciekawi Waszych refleksji – przeczytajcie.

Jakiś czas temu podjąłem próbę znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy obecnie mężczyźni i kobiety są traktowani jednakowo (tam gdzie moim zdaniem powinni być). Wyszukałem kilka artykułów wskazujących na to, że być może to mężczyźni, a nie jak się powszechnie uważa kobiety, są dyskryminowani. Czy faktycznie tak jest?

Największe wrażenie wywarł na mnie komentarz pod jednym z artykułów, traktujący o przebiegu rekrutacji w pewnej firmie. Najlepszym kandydatem okazał się mężczyzna, jednak został odprawiony z kwitkiem, ponieważ z góry przyszedł nakaz by zatrudnić kobietę ze względu na wyrównywanie szans. Przypomniała mi się sytuacja, gdy przy wejściu do klubu (jestem studentem) dowiedziałem się, że bilet dla mężczyzn kosztuje 10 zł, a dla kobiet 5 zł. Drobnostka – kto by się tym przejmował? Wtedy machnąłem na to ręką, ale kiedy zastanowić się nad tym głębiej… Istotnie, to niesprawiedliwe, niemniej może mieści się jeszcze w pewnych granicach czy ogólnie przyjętych standardach.

Zaskoczyła mnie również inna sprawa, nader rzadko podnoszona przez kogokolwiek: nierównowaga w ilości pieniędzy przeznaczanych na leczenie chorób damskich i męskich, co też pewnie przekłada się na długość życia (oczywiście są też inne, pewnie bardziej istotne czynniki decydujące o tym, że to kobiety żyją 8 lat dłużej). Czy znów są to na tyle śliskie tematy, że po prostu nie wypada stawiać pytań?

Wtedy też trafiłem na Masculinum – jednak znowu naszła mnie myśl, iż może taki jest porządek świata, że musi być jak jest i powinniśmy się z tym pogodzić, a tworzenie takich fundacji to przegięcie, które będzie przez innych mężczyzn odbierane jako godna pożałowania postawa, będąca oznaką słabości i nieradzenia sobie w kontaktach z kobietami. Być może moja obawa wynika właśnie z tego, że w tej chwili kobiety mogą dowolnie kontestować rzeczywistość, przy tym wchodzić w rolę ofiar i wszyscy uważają to za normalne, jednak jeśli walczyć o swoje prawa mieliby mężczyźni, niechybnie przyklejona zostałaby do nich łatka szowinistów.

Nie do końca wiem, co Masculinum chce osiągnąć, w którą stronę pójść i dlatego piszę, o to pytam. Czy może w zdroworozsądkową politykę (coś zaprezentowanego w filmie Gender Equality Paradox), czyli uznanie pewnych spraw za kobiece, innych za męskie i dojście do konstatacji, że najlepiej będzie nam się razem żyło, gdy każdy będzie się spełniał najlepiej w tym do czego jest stworzony, co w pewnych granicach warunkuje nasza płeć. Generalnie chodzi np. o uznanie za normalne tego, że więcej inżynierów jest mężczyznami, a nie inwestowanie publicznych środków w akcje typu dziewczyny na politechniki – jakby nową wersję dobrze znanej koncepcji kobiety na traktory. A może należy iść w drugą stronę, tzn. robić to samo co feministki, tylko że w męskim wydaniu?

Zasadniczo wydaje się, że istnieją tylko te dwie opcje pozwalające, by było sprawiedliwie: pierwsza – parytetów nie ma nigdzie i wszystko normuje się samo; druga – parytety mamy w każdej dziedzinie życia (wszędzie po 50% kobiet i mężczyzn, na identycznych warunkach). Co do drugiej opcji, należy zadać sobie pytanie: czy taka sprawiedliwość kogokolwiek zadowoli? Wolałbym nie sprawdzać, ale przypuszczam że nie.

Przyznam szczerze, że sam się przed sobą wstydzę tego wpisu. W końcu mnie, posiadającemu ugruntowane prawicowe poglądy, pewnych rzeczy też nie wypada… Ale może właśnie po to jest Masculinum?


Anonim
Anonim

Ktoś taki jak Ty. Ktoś, kto nie bał się podzielić swoją historią. Ktoś, kogo odwaga nie zawsze powinna być poddawana próbie jawności.