Open top menu
Czy ktoś mi jeszcze otworzy drzwi?

Czy ktoś mi jeszcze otworzy drzwi?


Na zajęciach z Przysposobienia Obronnego nauczyciel lubił powtarzać, że zwyczaj przepuszczania kobiet przodem ma tradycję sięgającą życia ludzi-jaskiniowców. Wtedy to mężczyzna puszczał kobietę jako pierwszą do jaskini, dla sprawdzenia czy i on może bezpiecznie wejść, czy nic go nie zje. I tak już zostało.

Z drugiej strony współczesny mężczyzna może, przy okazji szarmanckiego gestu, spojrzeć przelotnie na kształty swojej towarzyszki. Żeby sam się zaprezentować, może na przykład coś podnieść, naprężając mięśnie. Na przykład walizkę. Jak widać zwyczaj ten ma dość dużo praktycznych zastosowań, ale ku zdziwieniu wielu stał się dość problematyczną kwestią.

Spór o walizkę

Parę dni temu na portalu NaTemat.pl pojawił się wpis pani Krystyny Jandy, komentujący sytuację w pociągu, kiedy to mężczyzna odmówił jej pomocy z walizką. Tekst wywołał zaciekłe dyskusje, dziś ma kilkadziesiąt tysięcy polubieni i komentarzy. Kilka moich znajomych umieściło go na swoich facebook’owych tablicach. W dyskusji pod praktycznie każdym postem, pojawiali się mężczyźni, którzy również kiedyś nie pomogli, ponieważ wyrostek/kontuzja/stan pooperacyjny.

Znalazł się też jeden, który pomógł, co przypłacił omdleniem. Byli tacy biedni, poszkodowani, postawieni pod ścianą, potraktowani niejednokrotnie złośliwymi uwagami. Ale czy tak trudno powiedzieć: Przepraszam, ale nie mogę, ponieważ mam chory kręgosłup? I nie chodzi o przepraszanie za chory kręgosłup, czy też tłumaczenie się, ale o etykietę i dobre wychowanie. Czy czyjś brak wychowania (jeśli zamiast prośby pojawiają się od razu uszczypliwości i złośliwości) jest od razu przyzwoleniem na zapomnienie o własnych manierach?

Nie licz na to, że zapłacę

Można się oburzać na zbytnie uogólnienie, przesadną reakcję i za zbyt daleko idące wnioski. Sama jechałam dziś autobusem z mężczyzną, który ustąpił starszej pani miejsce, kiedy zauważył, że ta stoi. Ale był to mężczyzna mniej więcej 40-letni. Dawno już nie widziałam dwudziestoparolatka (czy też młodszego chłopaka), który by wykonał podobny gest. A jeżdżę autobusami codziennie.

Kiedyś tego typu zachowania i sytuacje regulowały savoir vivre, etykieta, czy też wychowanie. Bardzo wiele z drobnych zwyczajów odchodzi w zapomnienie lub społecznie przestało być jednoznacznie oceniane. Otwieranie drzwi przed kobietą, zdejmowanie jej okrycia, całowanie w dłoń na powitanie, odprowadzanie do domu po spotkaniu, kiedy jest już ciemno. Wymieniam tutaj męskie zachowania, ponieważ ich brak widzę najwyraźniej. Ale z chęcią bym się również dowiedziała – za czym tęsknią dzisiejsi mężczyźni?

Na czubku problematycznych rytuałów znajduje się chociażby płacenie na damsko-męskich spotkaniach. Sytuacja bardzo drażliwa. Z góry pragnę tutaj podkreślić, że nie stoję na stanowisku: jestem kobietą, a więc płać. Chodzi jednak o pewien gest, kurtuazyjne sprzeczki o to, kto zapłaci. Są zwyczajnie przyjemne, bo pokazują przychylność, sympatię, zaangażowanie. Wartość zawarta w samym pieniądzu, jest tutaj nieistotna. Wiem, że są kobiety dla których pieniądze to wartość najwyższa, ale wyrzucam je poza nawias tej wypowiedzi. Na moje szczęście, nie znam takich osobiście. Usłyszałam za to raz, jeszcze przed spotkaniem: nie oczekuj, że za ciebie zapłacę.

Odnoszę wrażenie, że coraz częściej kartą przetargową odnośnie takich niemodnych już gestów jest argument: chciałaś przecież równouprawnienia. Czy pole damsko-męskich relacji ma stać się miejscem złośliwości, miejscem na prywatne mini-zemsty? Czy pragnienie, przykładowo, równych płac ma być ściśle powiązane z zawieszeniem damsko-męskich uprzejmości i rytuałów?

Co kraj to obyczaj

Na zakończenie anegdota: parę lat temu byłam na kursie językowym w Londynie. Mieszkałam wtedy u rodziny, której dom położony był w sporej odległości od szkoły. Któregoś razu kiedy czekałam wieczorową porą na autobus, zaczepił mnie chłopak z mojej szkoły, bodajże z Azerbejdżanu, którego kojarzyłam jedynie z widzenia. Bez pytania, czy tego potrzebuję, towarzyszył mi aż pod same drzwi, chociaż oznaczało to dla niego 40 minutową podróż w zupełnie inną stronę niż sam był zakwaterowany. Tak go wychowano – w końcu po zmroku może czyhać na dziewczynę niebezpieczeństwo. Z takiej etykiety nie zwalniały go ani wakacje, ani odległość od domu rodzinnego, ani inny krąg kulturowy.

Moja znajoma była ostatnio na randce. Po wyjściu z kawiarni jej towarzysz spytał ją, czy też idzie na przystanek w tę samą stronę co on. Kiedy okazało się, że niestety w przeciwną (po drugiej stronie ulicy), szczerze się zasmucił. No to szkoda, cześć – powiedział i odszedł.

Pani Krystynie Jandzie może z ciężką walizką pomóc inna kobieta. Możemy też same otwierać sobie drzwi, zdejmować płaszcze, odsuwać krzesła i wracać po zmroku. Nie musimy też specjalnie szykować się na randki, depilować nóg, zakładać zwiewnych, podkreślających sylwetkę sukienek  lub niewygodnych obcasów. Tylko czy ktokolwiek na tym zyska? Czy te drobne uprzejmości i starania są wyłącznie staromodnym zwyczajem, o którym można lub wręcz trzeba zapomnieć? Czy rzeczywiście to one uprzykrzają życie kobietom i mężczyznom, a może to właśnie… ich brak?


Magdalena Sobolska