Open top menu
Mężczyzna też rodzic

Mężczyzna też rodzic


Otrzymaliśmy ostatnio kolejny, bardzo intrygujący, wręcz z historią kryminalną w tle list – przeczytajcie i powiedzcie, co myślicie o problemie, o którym traktuje.

Przeraził mnie swego czasu artykuł Ojcze nasz w magazynie Wysokie Obcasy, ponieważ przypomniał mi dawną historię, która mogłaby mieć podobny finał…

Historia jednego związku

Moja ex, pomimo początkowo silnego zaangażowania, stopniowo zaczęła podkopywać fundamenty naszego związku. Przeszkadzało jej niemal wszystko, nawet te cechy, za które początkowo bardzo mnie ceniła. Wymagała dużo, jednocześnie mało dając od siebie i nie mogąc, czy też nie chcąc, zrozumieć, że w związku oprócz praw mamy też obowiązki. Wszelkie próby zmiany tego stanu rzeczy kończyły się konstrukcją podobną do trylematu Agryppy: czegokolwiek nie powiesz i tak nic nie udowodnisz, bo jestem starsza, bo poraniona, bo mam dziecko z poprzedniego związku. A tak naprawdę: bo słabiej kocham i mogę ustalać zasady. To dość patologiczne podejście skutkowało tym, że przesadnie (i na pokaz) kochała cały świat, a jednocześnie potrafiła okrutnie dopiekać własnemu partnerowi.

Dziecko?

Po kilku miesiącach takich bojów, związek się rozpadł, a ja znalazłem nową dziewczynę, z którą próbowałem ułożyć sobie życie. I tu zaczyna się opowieść detektywistyczna, gdyż jakiś czas po spaleniu wszelkich mostów, pocztą pantoflową dostaję wiadomość, że moja ex jest w ciąży. Od razu wydało mi się to dziwne, gdyż zawsze się zabezpieczaliśmy, ale przecież nie ma w 100% skutecznej metody antykoncepcji, czasem wystarczy mieć pecha. Postanowiłem sprawdzić wiadomość u źródła. Informację potwierdziła, bez jakichkolwiek żądań wobec mojej osoby, za to z pretensjami do osób trzecich, dzięki którym sprawa została ujawniona. Sprawa od samego początku wydała mi się mocno podejrzana. W końcu która matka świadomie pozbawiłaby swoje dziecko ojca, nie wspominając już o takich kwestiach, jak uznanie ojcostwa i alimenty?

Po nitce do kłębka…

Znając moją ex wiedziałem, że wszystko jest możliwe. Obawiałem się, iż urodzi dziecko w tajemnicy i za 20 lat ktoś zapuka do mych drzwi mówiąc: Dzień dobry, jestem pańskim synem, a właściwie to – witaj, tato! Trzeba było działać, a czas naglił. Ponieważ jakiś czas potem całkowicie urwała ze mną kontakt (przedtem uparcie brnąc w historię o ciąży – twierdząc, że widziała owo dziecko na USG), postanowiłem sprawdzić, co naprawdę się dzieje. Zaczaiłem się z lornetką pod jej blokiem, przedtem rozstawiwszy czujki kontrolujące teren ze wszystkich stron, z których mogła nadejść. Po paru godzinach wyczekiwania, widząc błysk latarki na jednym z rogów, wzmogłem czujność. Na szczęście moje obawy szybko się rozwiały – obserwując ją przez lornetkę, zauważyłem, że jest płaska jak deska, choć do porodu, według moich obliczeń, pozostał miesiąc. Wiem, może to dziwna metoda sprawdzenia, co się stało, jak na tak poważną sprawę, ale niestety wszelkie inne zawiodły.

To przykre, że dorosła osoba (po trzydziestce) nie potrafiła uczciwie porozmawiać i wyłożyć kawy na ławę, tylko chowała się za niedomówieniami i zmusiła w ten sposób drugą stronę do partyzanckich działań rodem z Akcji pod Arsenałem.

Epilog

Po latach, poruszając ten temat w rozmowie i zarzucając jej kłamstwo, usłyszałem: Ale o co chodzi, przecież moja ciąża to moja sprawa! Czy faktycznie? A może jednak nie w 100%, może jednak ojciec też powinien mieć coś do powiedzenia, a przede wszystkim mieć prawo do poznania, w sposób przejrzysty i klarowny faktycznego stanu rzeczy?

Po osobie, którą kochałem, nie spodziewałbym się tak cynicznego (czy może bezmyślnego?) okrucieństwa. Z drugiej strony, Krystyna Kofta pisała o matce, która nawet leżąc na łożu śmierci nie chciała wyjawić byłemu mężowi miejsca pobytu córki (Jak zdobyć, utrzymać i porzucić mężczyznę).

Uprzedzając komentarze z serii: Napisz lepiej, co jej zrobiłeś, odpowiem zawczasu: kochałem i oczekiwałem partnerskiego związku opartego na równych prawach i obowiązkach. A że trafiła mi się osoba specyficzna, kochająca na pokaz cały świat, jednocześnie niepotrafiąca porządnie pokochać tej najbliższej osoby – to już inna śpiewka.

Tak zresztą bywa dość często – im bardziej wartościowy i idealistycznie nastawiony mężczyzna, tym większa szansa, że trafi na osobę cynicznie grającą na jego uczuciach i posuwającą się nawet do tak niesmacznych gierek…

Mam świadomość, że działa to w obie strony, jednak warto wśród podobnych wyznań kobiet, w których tonie internet, usłyszeć także męski głos. Wbrew temu, co często się słyszy, my – mężczyźni też chcemy tworzyć stabilne związki i wychowywać nasze dzieci. Naprawdę.


Anonim

Ktoś taki jak Ty. Ktoś, kto nie bał się podzielić swoją historią. Ktoś, kogo odwaga nie zawsze powinna być poddawana próbie jawności.