Open top menu
Być tatą

Być tatą


Jakim ja będę ojcem? Kiedy zaczyna się czuć tę odpowiedzialność? Czy stanę się nim z chwilą narodzin, od razu, czy poprzez doświadczenie? Udźwignę ten ciężar, a może będzie lekko? Sprawdzę się w tej roli? Co robić, aby tak było? Dam radę?

Ojciec, tata, tatuś… dla mnie te słowa w dzieciństwie nie miały zbyt wiele pozytywnych konotacji. Były to tylko odległe, niedościgłe obrazy rodzica, zaklęte w kilku tajemniczych zgłoskach, tęsknotą za ojcem, za ojcowską siłą i czułością. Niestety odczuwałem tylko rozczarowanie…

Oczekiwania

Chciałem, by kiedy ja zostanę ojcem, było inaczej. Na pierwsze dziecko czekaliśmy z żoną długich 7 lat naznaczonych kilkoma niepowodzeniami. Nie zawsze byłem wystarczającym wsparciem dla partnerki. Nie zawsze umiałem postępować właściwie. Dlatego też pierwsze donoszone przez żonę dziecko było jak długo wyczekiwany dar niebios. Pierworodny. Uczucia? Duma, radość, ciekawość, lęk. Bardzo wybuchowa mieszanka.

Te lata oczekiwań, miesiące niespełnionych nadziei, trudne chwile, brak odpowiedzi na pytanie: dlaczego się nie udaje? Wysiłek i wyczerpanie partnerki, jej rezygnacja i załamania, moja bezsilność oraz niemożność całkowitej empatii, rozumienia wszystkich odcieni uczuć kobiety; to chyba najtrudniejszy czas dla mnie, dla wszystkich mężczyzn, pełen emocjonalnych pułapek, pytań bez odpowiedzi, niedomówień. Zdarzało się, że moja partnerka budowała barierę między nami, nie zawsze potrafiła (czy też chciała) dzielić się swoimi uczuciami ze mną, dlatego czasami nie rozumiałem jej zachowań. Czułem, że nie jestem potrzebny. Wszystko było wtedy dla mnie nowe, nie zawsze wiedziałem jak okazać troskę i opiekę partnerce. Brakowało mi często sygnałów zwrotnych. Sam również popełniałem błędy.

Poród – nasz cud

Poród – coraz bardziej popularny, rodzinny. Wyczekiwany, wybiegany, trudny, wielogodzinny. Byłem obecny, przejęty, momentami zdenerwowany. Starałem się wspomagać niezdarnie rodzącą, liczyć oddechy przy skurczach, przytrzymywałem głowę i dodawałem otuchy. Byłem obecny przy wezgłowiu rodzącej żony do końca. Poród mimo trudnej i złożonej fizjologii, pełen przeogromnego wysiłku kobiety, to prawdziwy cud – świat wtedy zatrzymał się dla mnie na chwilę. Nic innego się nie liczyło, tylko ten moment kiedy widziałem pierwszy raz swoje dziecko.

Pierwsze razy

Pamiętam pierwszy płacz syna. Jak z fioletowo-czerwonej kruszyny zmienia się w różowego noworodka. Odcinałem sprawnie pępowinę łączącą syna z mamą. Zaraz po mamie tuliłem go i nuciłem mu, mówiłem do niego i kołysałem. Tak to pamiętam. Trudno oddać, co wtedy czułem. Dumę przemieszaną z miłością, radość, wzruszenie, poczucie, że oto jeden z tych najważniejszych momentów w moim życiu, że coś się dopełniło coś bardzo ważnego. Również świadomość, iż teraz wszystko będzie nowe, inne niż przedtem, lepsze. Narodziny sprawiają, że mężczyzna rośnie. Tak było w moim przypadku. To ogromne poczucie odpowiedzialności za to co dalej.

Poczułem, że jesteśmy rodziną to było niesamowite.

Być rodzicem

Rodzicielstwo jest nadal dla mnie przede wszystkim obecnością, dawaniem siebie i uważnym wsłuchiwaniem się w dziecko, ale jest też nauką stawiania granic oraz wspólnym przeżywaniem, wspólnym doświadczaniem i wzajemnym mobilizowaniem się do osiągania stawianych celów. Lubię pozostawiać swoim dzieciom dużo miejsca na ich indywidualność w zabawie i naszych kontaktach, przez co lepiej je poznaję i widzę, jak bardzo odrębnymi są istotami. Widzę też jak bardzo chłoną wszystkie nasze emocje – te dobre i te złe.

Ten cykl, stawania się rodzicami, powtarzaliśmy z żoną, jeszcze dwa razy. Każdy poród był inny, jednak każdy równie mocno zapadający w pamięć. Z każdego zapamiętałem inny szczegół. Po narodzinach pierwszej córki pamiętam niezwykłe smukłe paluszki rąk i stóp; u drugiej córy – pamiętam kruczo czarną główkę i splątane, najeżone włoski.

Mijały kolejne lata. Z różowej, opuchniętej kulki, stoi dzisiaj przede mną postawny młodzieniec, któremu sypie się pierwszy cienki wąs (golony po kryjomu ojcowską maszynką); ze stawiającej niezdarnie pierwsze kroczki, przekręcającej zabawnie słowa łysawej dziewczynki, zerka na mnie dziś cudowna ośmiolatka (wpatrzona w tatę jak w obrazek); z właścicielki rozdartej, wiecznie, najeżonej kosmykami włosów czarnej główki, nie dającej spać w nocy (głównie mamie), wyrosła mała rezolutna dziewczynka, i zadaje szeptem ważne pytania, na które nie zawsze umiem odpowiedzieć.

Mądre rodzicielstwo obojga rodziców

Wzmacniały się nasze dzieci, a słabło nasze małżeństwo. Dziś kiedy już go nie ma, jestem tzw. tatą na sobotę. Tatą, który stanął przed koniecznością udowodnienia w sądach, że rodzic, który nie karmił piersią i nie nosił pod sercem dziecka przez 9 miesięcy, również kocha i jest odpowiedzialny, nie zrejterował. Jestem w uprzywilejowanej sytuacji, wiem, gdzie są moje dzieci, a one wiedzą, że dom taty to również ich dom. Bo dom i poczucie bezpieczeństwa budują oboje rodzice, mama i tata. Jestem obecny w ich życiu – każdego z osobna i poznajemy się coraz lepiej. Często je chwalę, mówię im, że je kocham i tęsknię (kiedy ich nie ma). Wiem, że to dla nich ważne.

Bardzo dużo zależy od mądrości kobiety – matki (nie wyłączając odpowiedzialności mężczyzny), od jej matczynej dojrzałości i świadomej postawy. Od sposobu w jaki wprowadza w życie dziecka ich ojca, od jej świadomości potrzeby i wartości jaką może być ojciec. Wtedy ustępując odrobinę pola drugiemu rodzicowi nie traci nic, a zyskuje dużo. Nie jest to dzisiaj (może nigdy nie było) wcale takie proste, szczególnie jeżeli kobieta uzna, że mężczyzna stanowi zagrożenie, bo zechce rywalizować o miłość i przywiązanie dziecka. To zły kierunek, kiedy jeden z rodziców, aby zaznaczyć i umocnić swój autorytet, potrzebuje do tego dezawoluować rolę drugiej osoby. Takich przypadków jest coraz więcej.

W mojej ocenie, dzięki rodzicielstwu stałem się mniej wpatrzony w siebie niż byłem kiedyś – bardziej cierpliwy, pokorny. Nauczyłem się akceptować różne niedoskonałości innych i lepiej dostrzegam swoje wady. Cenię chwile spędzane z każdym z dzieci, kiedy mogę obserwować ich rozwój. Najtrudniejsze dla mnie było zapanować nad emocjami, bycie konsekwentnym i cierpliwym. Stałem się też bardziej aktywny, więcej od siebie wymagam. W rodzinie i w rodzicielstwie mogę (mogłem) kochać i rozwijać w sobie to, co najlepsze. Wciąż uczę się dawać. Dlatego uważam, że dziecko to prawdziwy dar i wyzwanie, który nas – ojców może zmieniać , dawać dużo sił do pracy nad sobą, motywacji do działania, stawiać wciąż nowe wyzwania.

Być dobrym rodzicem

Chciałbym być takim tatą dla moich dzieci, jakiego chciałbym mieć. Obecnym, uważnym i odczuwającym, dającym swoim zachowaniem pozytywny przekaz, szanującym mamę. A nie jest to zawsze tak oczywiste i łatwe, szczególnie kiedy życie pisze dla nas najbardziej nieoczekiwane scenariusze, w których role nie zawsze wyglądają tak jak byśmy chcieli. Nie jest też do końca możliwa taka postawa bez współdziałania matki dzieci. Przy rozpadzie rodziny, najczęściej znika bezpieczna emocjonalna przestrzeń, znika zaufanie. Różne są przyczyny tych postaw rodziców, w większości mają swoje źródło w ich własnym dzieciństwie.

Nie jestem doskonały, mam swoje wady jak każdy mężczyzna i rodzic, ale pomimo tego, że nie jesteśmy już razem z żoną, jestem obecnym i kochającym tatą. Dla moich dzieci jestem najważniejszą osobą na świecie, tuż obok ich mamy.

Nie warto zatrzymywać się na swoich negatywnych uczuciach i złych wzorcach, błądzących kiedyś, rodziców i powtarzać je w kolejnych pokoleniach. Aby przerwać ten niedobry krąg odrzucenia i zranień, warto uwierzyć, iże jako rodzice, możemy różnić się i różnie odczuwać. Pamiętajmy jednak, że dla naszych dzieci damy dużo więcej i będziemy bardziej efektywni, przyjmując postawę akceptującą drugiego rodzica (z wadami czy bez).

Dlatego nie wrzucajmy wszystkich ojców do jednego wora z napisem: zły przykład, jak też nie budujmy wszystkim mamom pomników z tabliczką: umęczona, za to heroiczna. To tylko stereotypy. Żaden nie oddaje nawet w połowie prawdy o rodzicielstwie. Są świetne samotne matki i samotni ojcowie, tak samo jak kochający i bezpodstawnie izolowani od swoich dzieci ojcowie i matki. Pozwólmy im pełnić swoje role, bez etykietek. Świadectwem tego lepszego rodzicielstwa powinny stać się wypracowane i możliwe kompromisy, praca nad sobą oraz uśmiech naszego dziecka, które przegląda się zawsze w mamie i tacie.


Tomasz Baranowski