Open top menu
Dlaczego “partnerstwo” nie działa?

Dlaczego “partnerstwo” nie działa?


Partnerstwo w związku stało się modnym słowem, określającym zdrowe relacje oparte na wzajemnym szacunku i wspólnej odpowiedzialności. Funkcjonuje ono jako wzorzec nowoczesnych stosunków damsko-męskich i jest powszechnie odmieniane przez wszystkie przypadki w prasie, telewizji, a także tutaj. Czy jednak faktycznie słusznie? Czy partnerstwo działa?
Co szwankuje?

Zgadzamy się z tym że obowiązki domowe trzeba dzielić, żona nie jest darmową gospodynią domową, a powinności rodzicielskie dotyczą również i ojca. Problem, jak zwykle, tkwi w szczegółach, bo szybko okazuje się że partnerstwo każdy rozumie na swój sposób, a sama koncepcja, zamiast łączyć, zaczyna być wykorzystywana jako argument w domowych bojach.

Czytam w mojej ulubionej Gazecie Wyborczej, że matki poświęcają małemu dziecku 26 godzin tygodniowo, a ojcowie jedynie 6 – 7. Mam 39 lat, dwójka małych dzieci, żona i praca pochłaniają mnie na 120% i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, iż więcej z siebie nie wycisnę. Czytając więc partnerskie porady życiowe zastanawiam się czy to ze mną jest coś nie tak, czy też recepty na prawdziwie partnerski związek są oparte na nierealnych oczekiwaniach.

U mnie w domu…

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że chętnie bawię się ze swoimi dziećmi, choć robię to na swój sposób. Nie czytam z nimi książeczek, bo mnie nudzą, ale bawię się na przykład w chowanego. W naszym przypadku od intelektualnych rozrywek jest żona. Córkę zaprowadzam i odbieram z przedszkola, zabieram do lekarza, pilnuję oboje przez weekend, by z kolei żona mogła wyjechać z koleżanką. Nie oznacza to jednak, że na szeroko pojęty dom przeznaczam dokładnie tyle samo czasu co moja partnerka. Wynika to z faktu, że mamy rozbieżne punkty widzenia na to, co jest istotne a co nie. Tu, moim zdaniem, tkwi problem o który model partnerstwa 50/50, rozsypuje się w drobny mak. Ja mogę być przekonany, że na obowiązki domowe poświęcam tyle czasu ile należy, żona będzie uważać, że potrzeba więcej, ponieważ do zrobienia byłoby dodatkowo jeszcze to, czy tamto. Znasz to skądś?

Dlaczego statystyki szkodzą?

Tak rzecz ujmując, statystyki czasu poświęconego na prowadzenie gospodarstwa domowego będą odzwierciedlać subiektywne potrzeby którejś ze stron. Co gorsza, rezultaty tak prowadzonych badań mogą z łatwością służyć jako argument na dyskryminację, brak równouprawnienia albo mizoginię.

Jeżeli jednak oczekiwania jednej ze stron, na temat tego, co powinno należeć do obowiązków drugiej, mają się stać obiektywnym wyznacznikiem partnerstwa 50/50, oznacza to, że ktoś w rodzinie (przeważnie mężczyzna) zostanie uznany za partnera, tylko kiedy spełni warunek dyspozycyjności. Obrazowo rzecz ujmując, partnerem będę wówczas, gdy przejmę połowę obowiązków żony w takim zakresie, w jakim ona uzna to za stosowne. Nie wystarczy więc, że nakarmię dziecko. Muszę to zrobić o określonej godzinie i w określony sposób. Na moją inicjatywę nie ma tu miejsca.

Tak pojmowane partnerstwo nie jest dobrą receptą na poprawę relacji damsko-męskich. Poprawić je może rzeczowa rozmowa z żoną (powyższe kwestie kilkakrotnie razem przerabialiśmy) i wzajemna sympatia. Wspólne wypracowanie partnerstwa, niekoniecznie na okładkach mądrych gazet.


Sergiusz Waplak
Sergiusz Waplak

Do zabrania głosu skłania go rozdźwięk pomiędzy debatą publiczną, a osobistym doświadczeniem. Wychowany na lekturach min. Josepha Campbella, Roberta Blya oraz Roberta Pirsiga. Unika ideologicznego zaszufladkowania, ale uważa iż poza liberalną demokracją nie wynaleziono niczego lepszego.