Open top menu
Walka o wszystko

Walka o wszystko


Mam 39 lat. Od ponad 8 lat mieszkam za granicą. Od prawie 4 lat nie mogę znaleźć pracy. Mam dwóch synów. Mój związek się rozpada, a może już nawet rozpadł na dobre. Co może odmienić mój los?
Związek

14 lat temu spotkałem Ją. Magda jest silną kobietą, a mnie wtedy też wydawało się, że taki byłem. Pokochałem ją. Przez jakiś czas naszej znajomości bywało różnie, ścieraliśmy się o wiele rzeczy. W pewnym momencie zacząłem ustępować. Bo ile można tak się przepychać.

Kiedy prawie 7 lat temu pojawił się nasz pierwszy syn, Aleks, bardzo się cieszyliśmy. W tym czasie zacząłem pracować za granicą. Nie było mnie całymi dniami. Magda siedziała sama w domu i wpadła w depresję poporodową. Nie domyśliłem się, nie umiałem jej pomóc. Szukała pomocy u swojej matki i we troje wyjechali wtedy do Polski na kilka tygodni.

Magda cierpiała, bo była sama z Aleksem. Prosiła mnie, żebym przerwał kontrakt i wrócił, ale postawiłem na swoim – wróciłem, gdy skończyłem projekt, po 13 miesiącach. Zaczęliśmy odbudowywać naszą relację. Pojawił się Michał, nasz drugi syn.

Brak pracy niszczy mój związek

W międzyczasie Magda poszła na terapię. Pomyślałem, że może być lepiej. Ale zaczęły się coraz częstsze awantury z jej strony, pretensje, że nie pracuję. Od czasu powrotu nie mogłem nic znaleźć. Przyjmowałem te awantury bez słowa, bo co mogłem powiedzieć? Szukałem i szukam, ale bezskutecznie. Sprzeczek bywało więcej lub mniej, a ja zamykałem się coraz bardziej. Magda kilka razy mówiła mi, żebym się wyprowadził. Za każdym razem myślałem: Dokąd mam iść? Jak mam zostawić moich chłopców?

Pojawił się temat rozwodu, Magda zbliżyła się z innym mężczyzną. Posłuchałem jej porady i w lutym tego roku zgłosiłem się na terapię – online. Jednak moja partnerka wciąż nie chce zrezygnować z relacji z tamtym mężczyzną. Nie potrafię zaakceptować tej sytuacji. Związek to dla mnie, przestrzeń pomiędzy dwojgiem ludzi, przestrzeń, która jest zarezerwowana tylko dla nich. Dla Magdy, wciąż się nic nie zmieniło, dalej nie mam pracy, uważa mnie za odpowiedzialnego za wszystko. Chociaż przez ostatnie pięć miesięcy, starałem się zapobiegać rozpadowi naszej relacji, chyba tylko ja o nią walczę.

Nie jestem uzależniony, nie siedzę wyłącznie na kanapie. Chociaż nie zarabiam, robię wiele rzeczy w domu. Sprzątam, piorę, zajmuję się chłopakami, zakupami, płacę rachunki. Dużo i całkiem smacznie gotuję. Uważam, że to co i jak jemy jest bardzo ważne. A dla rodziny jedną z najważniejszych rzeczy jest wspólny, smaczny posiłek.

Autodiagnoza

Zauważyłem, że łatwo przychodzi mi wchodzenie w rolę ofiary. To silny mechanizm, którego nie potrafię porzucić. Dlaczego?

Jestem tym młodszym i moje relacje z bratem bywały różne. Pokazywał mi swoją wyższość. Pamiętam, że zakładał się mną, wiedząc, że nie mogę wygrać. W dorosłym życiu nasze relacje opierają się również na takich próbach. W kolejnych miejscach zatrudnienia zawsze miałem spięcia z przełożonymi, którzy pokazywali swoją władzę, przewagę nade mną, karząc mnie za moje zachowanie. Dwukrotnie wniesiono przeciwko mnie niesłuszne oskarżenia do sądu, raz zostałem uznany za winnego.

Często myślę o przyszłości pesymistycznie. Widzę swoje niepowodzenia: będę musiał pożegnać się z chłopcami, odejść, nie dostanę pracy. Jest mi z tym cholernie źle. Od kilku lat chodzę smutny i spięty. Taki wzorzec mężczyzny pokazuję swoim synom, chociaż bardzo tego nie chcę. Potrzebuję więcej wewnętrznego uśmiechu i radości, które sobie w pewnym momencie odebrałem.

Wydaje mi się, że jestem zbyt mocno związany uczuciowy z moją partnerką. To dla mnie tragedia, kiedy mówi, że chce się rozstać. Wtedy kończy się dla mnie świat. Po pierwsze, dlatego, że ją kocham. Po drugie mamy dwóch synów i trudno jest mi sobie wyobrazić ich sytuację po naszym rozstaniu. Po trzecie nie bardzo mam dokąd iść. Nie pracuję, mieszkam za granicą. Do rodziców nie wrócę, bo niby dlaczego miałbym to zrobić. Chcę się zmienić.

Moja żona zarzuca mi, że jestem niedojrzały i nieodpowiedzialny. Szczególnie jeśli chodzi o odpowiedzialność za swoje życie. Możliwe, że tak jest. Chciałbym to skonfrontować z kimś innym i jeśli tak jest – zmienić to. Często odkładam rzeczy do zrobienia na później. Szczególnie, jeśli jest to coś ważnego. Ale chcę się zatroszczyć o swoją rodzinę, o chłopców. O siebie – dzisiaj, nie mając pracy, a zajmując się domem, często nie mam czasu dla samego siebie.

Magda, powiedziała mi, że przez długi czas (kilka lat) zupełnie jej nie wspierałem. Byłem zamknięty na nią, na jej problemy. Przestała wierzyć, że mamy wspólną przyszłość. Od dwóch, może trzech miesięcy staram się odmienić ten stan rzeczy. Jest mi bardzo ciężko, bo czuję, jakbym tylko ja ciągnął proces naprawy naszego związku. Boję się też popełnić jakiś błąd, który przekreśliłby resztki nadziei, że jeszcze możemy zamienić nasze doświadczenia we wspólną przyszłość. Dobrą przyszłość.

Kiedy nie miałem pracy czekałem na coś. Czekałem, że ją dostanę i wtedy wszystko będzie inaczej, wszystko się zmieni. Teraz już nie chcę czekać, chcę sam to zmienić. Nie wiem co chciałbym w życiu robić. Nie wiem, jaka jest moja wymarzona praca, chciałbym mięć jakąkolwiek. Kiedyś chciałem być trenerem, prowadzić różne szkolenia (robiłem to przez jakiś czas), pracować z ludźmi nad ich rozwojem. Moim marzeniem jest wygrać duże pieniądze, żeby móc spokojnie żyć, zapewnić rodzinie byt, kupić dom.

Chciałbym naprawić swój związek. Chcę zmienić siebie, żeby było mi lepiej, ale też żeby moi synowie mieli lepszego ojca – lepszy wzorzec. Chcę też, żeby nasza rodzina pozostała razem. Mam poczucie, iż to jest możliwe. Ale wiem też, że mam niewiele czasu i dlatego potrzebuję zdecydowanych działań.

Magda dała mi termin do 15 lipca, jeśli nie znajdę pracy, mam się wyprowadzić. Biorę taką opcję pod uwagę. Nie wiem, czy to ludzkie, czy tak powinno być, czy tak będzie. Wiem jednak, że dam z siebie wszystko i będę walczyć – o wszystko co mam. To trudne i dlatego trzymam kciuki za każdą osobę w podobnej sytuacji.

Co mam dziś?

Trochę czasu minęło od napisania powyższego tekstu. Dziś widzę, że terapia przynosi efekt – a przynajmniej takie mam odczucie. Dodatkowo ostatnie zdarzenia je potwierdzają.

Jest noc, obudziłem się po godzinie snu. Nie mogę spać, chociaż jestem zupełnie wyczerpany. Jesteśmy po wspólnej imprezie u znajomych. Było intymnie, ale też i pełno żalu. Poprzedni cały dzień płakałem – tak, ja, silny facet, który potrafi nieźle sparować na treningu. Rozpadłem się na atomy i starałem się pozbierać do kupy – nie pierwszy raz.

Czuję rozpacz z powodu poprzedniego dnia i całej sytuacji. Zaczynam patrzeć wstecz na swoje życie. Mam wrażenie, że ta podróż i moje przebudzenie nie jest przypadkowe.

Nagle, krok po kroku, doświadczenie po doświadczeniu – wszystko układa się w jedną całość. Widzę, siebie sprzed lat. Mam pieniądze, pozycję zawodową, uznanie środowiska oraz kochającą mnie kobietę… i powoli wszystko tracę. Każdy fałszywy atrybut wartości. Film przewija się powoli do dzisiejszego dnia – dziś, nie mam nic z tamtych atrybutów, jestem zupełnie nagi. Czuję, jakby mnie olśniło. Mam siebie. Swoje bogate wnętrze, swoje dobre serce, swój uśmiech, umiejętności, pozytywne nastawienie do świata. Zaczynam wyliczać i wyliczać. Jest tego cały bezkres…

Widzę sens w tym, co się stało. Czuję wewnętrzny spokój. To wszystko działo się w moim życiu po to, żebym uświadomił sobie, że prawdziwa wartość jest we mnie, że ją mam. Nie muszę mieć, ani być, ani robić coś, żeby być wartościowym człowiekiem! Ja nim jestem! Jestem i zasługuję na wszystko co najlepsze.

Nie wiem, co odkryję jutro czy za rok. Czekam na to wszystko z utęsknieniem, idąc swoją drogą.

Teraz, jednak mogę już zasnąć. Czuję, że sen kładzie się na moich oczach. Jutrzejszy dzień będzie piękny, pełen uśmiechu i spokoju.


anonim