Open top menu
Zapłacicie mi za to!

Zapłacicie mi za to!


Jakiś czas temu, media obiegła wiadomość o dwudziestodziewięcioletnim Adamie, który postanowił pozwać swoich rodziców i zażądać od nich kwoty 150 tys. zł. odszkodowania za wyrządzone w dzieciństwie krzywdy – była komentowana również w serwisie Masculinum. Nigdy wcześniej dziecko nie pozywało rodziców z takiego powodu…

Precedens ten stanowi jednak punkt wyjścia wielowątkowej debaty, nie tylko nad stanem relacji rodzinnych czy szerzej międzyludzkich, ale i nad naszym stosunkiem do wartości, które w naszym kręgu kulturowym w dużym stopniu zdeterminowane są tradycją chrześcijańską. We mnie samym, sprawa Adama budzi mieszane uczucia.

Dwie strony medalu

Z jednej strony, zwraca uwagę na potrzeby dzieci, które mają prawo do wzrastania w bezpiecznym pod każdym względem środowisku, jak i na obowiązki rodziców. Pokazuje także w ilu domach dochodzi do przeróżnych patologii czy nawet drobniejszych zaniedbań, ze skutkami których dzieci mierzą się często przez całe życie. A przecież Adam nie był ofiarą – na szczęście – najcięższych zbrodni, jakich mogą dopuścić się dorośli wobec własnych dzieci.

Z drugiej strony, nasuwa się pytanie, czy doznane w dzieciństwie krzywdy uprawniają do sięgania przez dzieci po tak drastyczne środki, jakim – w moim przekonaniu – jest pozwanie własnych rodziców i poza wymiarem symbolicznym żądanie od nich odszkodowania w kwocie przerastającej możliwości większości polskich rodzin! Czy dożyliśmy czasów, w których przyszli rodzice w chwili podejmowania decyzji o posiadaniu dziecka, będą musieli brać pod uwagę koszty finansowe związane z ewentualnymi roszczeniami odszkodowawczymi ze strony swoich pociech? A co jeśli zostaną zmuszeni, by wykupić polisę ubezpieczeniową, chroniącą przed skutkami takich działań ze strony potomstwa?

Plecak na całe życie

A może – co byłoby przerażająco smutne –  taki „bat” w postaci wiszącego nad głową gigantycznego odszkodowania, byłby dla wielu rodziców jedynym, ważnym, skutecznym instrumentem motywującym do odpowiedzialnego rodzicielstwa i w efekcie zapewniającym poszanowanie godności i praw ich dzieci?

W istocie, przede wszystkim o godność tu chodzi… Dziecko z domu, w którym nie było ciepła, miłości, zaufania, bezpieczeństwa, akceptacji, dostaje plecak, z którym wędruje przez życie. Jest mu trudno. Zwykle dochodzi do momentu, w którym musi zawalczyć o swoje życie, szczęście. Czy wyszarpnięcie od rodziców dużych pieniędzy tytułem odszkodowania prowadzi do upragnionego spokoju, szczęścia? Wydaje mi się, że wręcz przeciwnie! Zwiększa jeszcze poczucie osamotnienia, wykorzenienia i porażki. Przecież wewnętrznej, przerażającej, bolesnej pustki, nie da się wypełnić pieniędzmi! Stawiam tezę, iż nakarmiona, zaopiekowana w ten sposób owa pustka, będzie straszyć silniej, jeszcze bardziej uwierać w życiu.

Nie bez znaczenia jest też kontekst kulturowy. Przecież – według wspomnianej wcześniej tradycji chrześcijańskiej –  indywidualizm człowieka i związane z nim poczucie wolności (mogę pozwać rodziców) nie jest jedyną czy nadrzędną wartością. Wartością jest też dobro wspólnoty, więź, którą mamy – w tym przypadku – z rodzicami. A w niej, liczy się godność wszystkich. Także – w tym przypadku – rodziców.

Droga precedensu

Obawiam się także, że taki precedens może utorować drogę innym dorosłym dzieciom – emocjonalnym nieszczęśnikom. Drogę do znalezienia zadośćuczynienia za krzywdy doznane w dzieciństwie, a przy okazji – co nie bez znaczenia w coraz bardziej konsumpcyjnym, materialistycznym społeczeństwie – wzbogacenia się na procesach sądowych wytoczonych własnym rodzicom.

Jeśli to ma uzdrowić relacje międzyludzkie (tu rodzice – dzieci), przywrócić wiarę w instytucję rodziny, wspólnotę, to ja decyduję, że nie pozywam swoich rodziców, choć – co niełatwo przyznać – też pewnie miałbym za co…


Andrzej Misiak