Open top menu

Podobno mężczyźni nie chcą pomagać


Faceci nie pomagają w domu! – słychać setne, damskie głosy. Jedną z moich ulubionych lektur są komentarze od czytelniczek na portalu foch.pl. Tam sarkazm i złośliwości na ten temat aż chlustają!

Facet nie umie zrobić prania, udaje, lub naprawdę nie wie, który proszek służy do pralki, a który do zmywarki, przez tydzień żywi się z dziećmi samą pizzą, pozwala naczyniom w zlewie porosnąć pleśnią, zdjęte spodnie razem z gaciami zostawia na środku pokoju. Taka konstrukcja bywa przez Panie nazywana gniazdem orła, piękna to nazwa, od której jad emocjonalny aż tryska i piecze w oczy. Kobiety, oczywiście, domagają się tylko sprawiedliwego podziału obowiązków, dbają o dom, wykonują wyłącznie sprawy poważne i potrzebne, są oazą rozsądku i odpowiedzialności wśród pustyni męskiej niefrasobliwości i piotrusio-panowania.

A te ich dowcipy o tym, co u mężczyzny znaczy słowo zaraz! A te omawianie sztuczek, jak też głupiego samca podejść i wytresować, aby robił to, czego toksyczna mamusia (kobiety często nie lubią siebie nawzajem równie mocno, jak paskudnych facetów) go nie nauczyła – to dopiero bogactwo sarkazmu i krwawej ironii.

Rozkmińmy tę tematykę dogłębnie. Zacznijmy od toksycznych mamuś. Owszem, wielu moich kolegów, a nawet synów moich kolegów te mamusie nie nauczyły ani przyszycia guzika, ani ugotowania jajka na miękko, ani tego, że nieprane gacie śmierdzą. Czemuż, ach czemuż tak uczyniły?

Matki Piotrusiów Panów

Czemuż, ach czemuż tak uczyniły?

Powód 1: władza

Nie mając niegdyś – przyznaję to! – władzy w obszarach zdominowanych patriarchalnie, kobiety zadbały, by przejąć władzę i zapanować nad naszymi domami, nad życiem codziennym, nad dziećmi, nad jedzeniem. Tak, jak socjaliści wykorzystują ludzkie wygodnictwo – człowiek, raz przyzwyczajony do tego, że nie musi się o siebie troszczyć, będzie nadal głosował na socjalistów – tak kobiety, dbające o dom, te podstępnie nadopiekuńcze matki-Polki, rozleniwiły mężczyzn i wzięły władzę nad tym, jak się ubieramy, jak sprzątamy, jak mieszkamy, co jemy i – najtragiczniejsze – jak zajmujemy się naszymi dziećmi. Ta ostatnia, najboleśniejsza nierównowaga, szerzy się w najlepsze i bezkarnie nadal. Popatrzcie choćby na kible w megamarketach: jaka figurka jest tam na pomieszczeniu do zmieniania pieluch? Damska – widać mężczyźni pieluch nie mogą zmieniać, lub mają to robić na glebie. Kiedy się tym zżymam, każdy, kogo w mój zżym wtajemniczę, mówi, że dziwaczę i przesadzam, a przecież – to skandal i uzurpacja władzy, wołające o pomstę do nieba. Ktokolwiek z nas, mężczyzn, utracił kontakt ze swoimi dziećmi w wyniku rozwodu i działania sędziowsko-socjalnej, damskiej mafii, wie dobrze, że te pozorne drobiazgi, to oddawanie władzy nad małymi dziećmi kobietom, choć na krótką metę jakże wygodne, potrafi nam zniszczyć życie, odebrać dzieci, oddać je zajadłym matkom, które wychowają je na kolejne pokolenie tradycyjnego podziału obowiązków i władzy.

Powód 2: jadowite sąsiadki

My, mężczyźni, przywalamy sobie nawzajem albo pięścią, albo chwaląc się, kto ma szybszy (samochód), czy dłuższy (nos). Panie zaś wprawdzie też czasem się leją, ale zwykle niszczą się nawzajem łagodnie, podstępnie, jadowicie i totalnie. Cóż, kiedy 20.000 lat temu my ganialiśmy za mamutami, nasze Panie siedziały w szarpiącym nerwy dziamganiu koleżanek w pobliżu jaskini i wyrobiły sobie nadzwyczaj zaawansowane umiejętności psychologiczno-społeczne, którymi do dziś trzymają się nawzajem na krótkiej smyczy. Skoro więc sabat ciotek, sąsiadek i teściowych bierze w obroty biedną dziewczynę, cóż ma ona zrobić? Jak jej każą, męża od garów odgoni, córkę w różowe fatałaszki ubierze, syna gotowania nie nauczy! Nasze, samcze lenistwo, może im w tym pomóc, ale nic byśmy nie osiągnęli, gdyby nie moc damskiej grupy, trzymającej władzę.

Powód 3: wymagania wobec chłopców i mężczyzn

Doświadczona i mądra kobieta wie, że chłopak, młodzieniec i mężczyzna, który dobrze wykonuje tak zwane prace domowe, a ponadto jest chętny do pomocy partnerce, będzie miał kłopoty. Nie chodzi tylko o męski ostracyzm, to tradycyjne ględzenie facetów, że ten, co umie sam sobie zapiąć albo wyprasować koszulę, czy ugotować ziemniaki, czy odkurzyć zafajdaną podłogę, jest maminsynkiem i babą. Chodzi głównie o to, że kobiety wolą typy macho, co potwierdzają i wyborami na początku związków, i później, już podczas ich trwania. Z żalem zrezygnuję z dziesiątek nasuwających się, smakowitych przykładów, podsumowując istotę sprawy jednym długim zdaniem. Otóż mężczyzna, będący (a) znakomitym operatorem prac domowych, górującym pod tym względem nad swoją połowicą; (b) wykonującym życzliwie prośby i polecenia partnerki/małżonki, otrzymuje dokładnie tyle samo złości i krytyki, co czystej krwi kanapowiec piwno-małyszowo-stochowy, ale ma znacznie, znacznie mniej czasu, aby zarabiać pieniądze, szpanować i być w oczach partnerki uroczym, przystojnym brunetem… Wybór dla myślącej matki jest oczywisty.

Dość o toksycznych matkach i teściowych!

Dlaczego napisałem, że mężczyzna typu (a) i (b) otrzymuje dokładnie tyle samo krytyki, co czystej krwi kanapowiec piwno-małyszowo-stochowy?

Płatków nie stawia się na stole

Dzieje się tak, bo Panie uwielbiają pouczać, krytykować i rządzić. Żaden najbardziej zażarty mechanik samochodowy nie skrytykuje najbardziej archetypalnej samochodowo blondynki tyle, co każda Pani, mająca jakieś tam poglądy na właściwy tryb zarządzania domem, obsztorcuje każdego, byle swojego, mistrza kuchni, pralni, szwalni, mopa i odkurzacza, jeśli on, jej zdaniem, zrobi cokolwiek nie tak. Wyjaśniam: „nie tak” oznacza inaczej, niż ona sama. Nie, ona zawsze wie lepiej i okazuje ci przecież swą miłość, pouczając i marudząc. Ot, wykonujesz, bracie-mężczyzno, jakieś prace domowo-sanacyjne: przenosisz, chowasz do szafek, zmywasz, odkurzasz. Ponieważ z reguły wykonujesz je sekwencyjnie, zawsze będzie taka chwila, kiedy jedna z tych wielu prac jest jeszcze w trakcie, jeszcze niegotowa. Wtedy, z szybkością i morderczą precyzją atakującej kobry, Twoja Pani zwróci Ci uwagę, że czegoś nie zrobiłeś, lub przynajmniej przypomni, żebyś to zrobił, pokazując światu i sobie samej, jaki to jesteś niedbały i zapominalski. Z mego życiowego doświadczenia, nazywam to zachowanie syndromem płatków nie stawia się na stole.

Bywają, owszem, również tacy faceci: mali, łysawi, mądrzący się urzędnicy niższych szczebli, marudni pracownicy PKP, czasem niedorośli do swojej roli, upierdliwi szefowie, ale to mniejszość, którą można zwykle omijać, albo chociaż opieprzyć tak, żeby im w pięty poszło. Nie polecam jednak takiego działania z kobietą swego życia…

Jeśli się, bracie, pomylisz, coś przypalisz albo przesolisz, czy źle wypierzesz – nie ma wybacz. Usłyszysz, że jesteś niedbały, że oczywiście jej nie słuchasz, albo wręcz, że jak zwykle jej nie słuchasz, nawet lekceważysz ją. Pełna salwa burtowa! Nazywam to syndromem nieposolonej babki ziemniaczanej, bo kiedyś zapomniałem posolić babkę ziemniaczaną, którą szykowałem.

Dodatkową atrakcją tej metody jest skuteczne zniechęcanie początkujących. W facecie, który jest dobry w tej dziedzinie, gdzie został skrytykowany, takie traktowanie wywołuje co najwyżej ostrą przykrość, a po kilku – kilkunastu powtórzeniach, obawę, że związał się z wybranką niestabilną psychicznie i chyba nie do wytrzymania. Natomiast u tego, który rzeczywiście chce się tej, dla siebie nowej, umiejętności nauczyć, ostrość i brutalność krytyki, jaką stosuje jego Ukochana Instruktorka, skutecznie tłumi motywację. Kiedyś, dawno temu, byli tacy instruktorzy narciarscy: czepiający się o wszystko i z wyraźnym upodobaniem niszczący ucznia, ale jakoś dziś ich nie widać, wolna konkurencja wymusiła zmianę zachowania. U większości kobiet – jakoś nie.


Bogdan Bereza