Open top menu

Historia stawania na nogi


Ile razy trzeba próbować, by odnaleźć swoją drogę w życiu? Niekiedy ta liczba jest naprawdę duża, ale warto walczyć o efekty. Zapoznajcie się z listem naszego czytelnika.

Nazywam się Piotr, urodziłem się w 1978 roku w rodzinie robotniczej z dwójką dzieci – mam starszą o 3 lata siostrę. Mama pracowała w zakładach przemysłu bawełnianego, a tata odkąd tylko pamiętam, był szewcem, podobnie jak cała jego rodzina. Ja też miałem zostać szewcem, zgodnie z rodzinną tradycją, jednak życie potoczyło się inaczej. Rodzice się rozwiedli, kiedy miałem 3 lata ze względu na problem alkoholowy ojca. Do tej pory mieszkaliśmy wraz z dziadkami w jego rodzinnym domu. Wkrótce po rozwodzie tata się wyprowadził, a ja zostałem z siostrą oraz matką. Moja mama starała się wychowywać mnie na mężczyznę – tak, jak potrafiła – i w związku z tym w wieku 10 lat wykonywałem już rozmaite męskie czynności: nosiłem węgiel, rąbałem drewno, chodziłem po darmowe obiady do opieki (musiałem to robić ja, ponieważ siostra się wstydziła), robiłem zakupy na kreskę, a czasem robiłem też cos dla siebie, na przykład sprzedawałem butelki. Ojciec przyjeżdżał, dawał pieniądze i wychodził. Nie pamiętam, aby mnie gdziekolwiek zabrał i pokazał coś, co byłoby zgodne z oczekiwaniami dziecka, czy też młodego chłopca. Mieszkaliśmy z rodzicami mojego ojca, więc po rozwodzie nastąpił konflikt i my – jako dzieci – byliśmy tymi gorszymi (to było straszne). Męską część mojego świata budowałem w oparciu o dwóch kolegów z sąsiedztwa. To oni jako pierwsi w moim życiu dali mi poczucie bezpieczeństwa, czasem bronili, czasem też dostawałem od nich po głowie, ale nasza przyjaźń trwała wiele lat.

Jako nastolatek wychowywany przez matkę uważałem się za kogoś lepszego. W wieku 13 lat zacząłem popalać, a w wieku 15 lat pierwszy raz się upiłem (stało się to z pewną aprobatą ze strony matki). Odkąd sięgam pamięcią, byłem w konflikcie ze wszystkim rówieśnikami i myślę też, że nie byłem lubiany. Kiedy miałem 15 lat musiałem jednocześnie uczyć się, by skończyć szkołę podstawową i pracować z ojcem, przyuczając się do zawodu. W tamtym czasie obwiniałem alkoholizm o wszystkie problemy, jakie napotykałem na swojej drodze. Ten pogląd, a także fakt, że ojciec prowadził zakład ze swoją nową żoną skazały naszą współpracę na porażkę i po roku nakazał opuszczenie jego zakładu. Ta sytuacja poróżniła nas na kilka lat. Nie rozmawialiśmy ze sobą. Wszystko, co potrafiłem powiedzieć swojemu ojcu, kiedy spotkałem go na ulicy, to dzień dobry i pójść dalej. W chwili, gdy o tym piszę, chce mi się płakać.

Zmieniłem więc zawód i zacząłem dokształcać się w innym zakładzie. Jego właściciel był mi bardzo przychylny i czasem czułem się jakbym był na praktykach u swojego ojca. Niestety czas nauki dobiegł końca i pan Andrzej podziękował mi za współpracę. Zdałem egzamin i poszedłem w świat. Później pracowałem w wielu zakładach i firmach. Miałem wrażenie, że wszyscy moi szefowie czerpali przyjemność ze znęcania się nade mną. Pamiętam, że wracałem z pracy, siadałem z mamą i płakałem…

Pierwszy związek

W tym czasie rozpoczął się mój pierwszy poważny związek. Magda była dziewczyną, którą wybrały dla mnie matka z siostrą. W tym okresie znalazłem świetny sposób na wszystkie moje problemy i lęki –alkohol. Moje wyobrażenie na temat męskości było takie, iż facet żeby być facetem musi się napić. Ja jednak za każdym razem się upijałem. Myślę, że bardzo szybko się uzależniłem. W wieku 20 lat otworzyłem firmę budowlaną i znalazłem się w męskim środowisku. Zacząłem dobrze zarabiać i jeszcze więcej pić. Po około 5 latach pracy na budowie moje życie zmierzało w stronę dna. Doświadczałem coraz większych problemów, coraz mniej zarabiałem wydając coraz więcej. Skończyły się również dobre relacje ze współpracownikami. Winą za wszystko obarczałem moją zimną emocjonalnie dziewczynę, jednocześnie próbowałem zyskać przychylność i akceptację matki. Sytuacja stała się patologiczna. W 2005 roku poznałem swoją prawdziwą miłość, która pomogła mi wyjść z tej chorej sytuacji. Od tego momentu rozpoczął się mój dramat jako mężczyzny, a wyglądało to następująco…

Wzloty i upadki

Po 8 latach związku, 5 miesięcy przed datą ślubu porzuciłem Magdę, wyprowadziłem się z domu do nowo poznanej Moniki. Moja matka nie akceptowała mojego wyboru. Wykrzyczała mi w twarz, że nie mam czego szukać w jej domu. Siostra wydzwaniała do mnie, by powiedzieć, że z mojego powodu do naszej mamy znów przyjechało pogotowie. To był okres, w którym życie już nie miało dla mnie żadnej wartości. Po 8 miesiącach nie wytrzymałem tej presji i wróciłem do domu rodzinnego oraz do starej dziewczyny. Zacząłem też terapię indywidualną, co pozwoliło mi odczuć minimalną ulgę; pierwszy raz poczułem zrozumienie, uświadomiłem sobie, że to, co mówię nie jest niczym złym. Niestety mimo wyprowadzki i usilnych starań, nie udało mi się ułożyć życia z kobietą, którą matka wybrała mi na żonę. W pewnym momencie dojrzałem do tego, by postąpić wbrew woli rodzicielki i spróbowałem wrócić do Moniki. Niestety, okazało się, że związała się już z kimś innym. Mój świat się zawalił. Poczułem, że jestem na dnie. W tej sytuacji już nawet picie nie pomagało. Najgorsze było to, że nie miałem nikogo, kto mógłby mi pomóc, wskazać, co należy zrobić. Byłem zdruzgotany.

Pewnego dnia poszedłem na otwarte spotkanie anonimowych alkoholików. Chciałem sprawdzić czy mam problem alkoholowy (według mnie nie miałem). Zaproponowano mi, żebym wziął udział w PRO (Program Rozwoju Osobistego). W tamtym czasie zrobiłbym w zasadzie wszystko, byleby tylko nie cierpieć. Zgłosiłem się i zostałem przyjęty na terapię. To był dla mnie przełom: pierwszy raz ktoś mnie przytulił i powiedział, że będzie dobrze. Terapia trwała 4 tygodnie i uświadomiła mi, że mam problem z alkoholem oraz że potrzebuję dokonać zmian postaw życiowych, by przestać cierpieć. Te wydarzenia miały miejsce w 2006 roku i od tamtego czasu nie piję. Jednak mimo dość głębokiego zakorzenienia we wspólnocie, coś mi nadal nie pasowało, nie czułem się wartościowy, a także brakowało mi motywacji do życia.

Więcej z życia

W 2007 r. przyszła na świat moja córka. Stało się to przyczyną do ponownego nawiązania relacji z moim ojcem. Niestety nie potrafiłem traktować go inaczej niż alkoholika, i okazywałem mu wyższość. Wydawało mi się, że wszystko wiem lepiej. Z nakazu mojego ojca pobrałem się z moją obecną żoną. Mimo że z pozoru wszystko wyglądało układało się dobrze, w rzeczywistości znalazłem się na kolejnym zakręcie. Zdiagnozowano u mnie depresję, otrzymałem leki i blisko rok spędziłem leżąc w łóżku i nie robiąc prawie nic. Po tym okresie przyszedł kolejny kryzys – tym razem małżeński. Nie ustawałem w szukaniu rozwiązań, aby się poczuć lepiej. Po drodze zaliczyłem wizytę u seksuologa, następnie oddział psychiatryczny, aż w końcu trafiłem pod opiekę pani Adrianny – psycholog ze szpitala psychiatrycznego i to ona określiła co mi dolega: W Pana życiu brakuje ojca. Następnie skierowała mnie do psychologa – mężczyzny. Wtedy rozpoczęła się moja prawdziwa, męska terapia. Kryzys małżeński został rozwiązany. Gdy potrzeba bierzemy udział w terapii małżeńskiej. Korzystam z każdej dostępnej formy wsparcia. Dzięki tym krokom czuję się mężczyzną, radzę sobie z tym, czego doświadczyłem w domu rodzinnym oraz z bieżącymi problemami. Nauczyłem się traktować moją żonę z szacunkiem, a także czerpać z życia coraz więcej.


Anonim
Anonim

Ktoś taki jak Ty. Ktoś, kto nie bał się podzielić swoją historią. Ktoś, kogo odwaga nie zawsze powinna być poddawana próbie jawności.