Open top menu
Od kiedy zaczynasz być z kimś w związku?

Od kiedy zaczynasz być z kimś w związku?


Pisałem kiedyś o znaczeniu dat. Niedawno po raz kolejny wróciła do mnie ta refleksja. Widziałem się jakiś czas temu z dobrymi znajomymi. On i ona z przeszłością. Spotkali się na wyjeździe w ciepłe kraje i wrócili jako para. Wyglądali ze sobą naprawdę dobrze, stąd postanowiłem spytać. od kiedy są razem… i się zaczęło.

To trudne do zdefiniowania, gdy ma się 30 lat i związku nie zaczyna się od proszenia kogoś o chodzenie. Tak się robiło w podstawówce. A jak ma to zdefiniować teoretycznie dojrzały facet (lub babka), żyjąc w dzisiejszym świecie.

Jest na to kilka sposobów:

  • od pierwszego pocałunku,
  • od pierwszego pójścia do łóżka,
  • od pierwszego publicznego wspólnego pokazania się razem,
  • od oznaczenia siebie razem na Facebooku ze statusem w związku,
  • od sam nie wiem czego jeszcze – pewnie znajdą się i inne cezury.

Mając nieco ponad te wspomniane 30 lat, prawie każdy z nas był już kiedyś w jakimś poważnym związku. Każdy z nas ma bagaż doświadczeń. Mi zdarzyło się najpierw pójść z kimś do łóżka, a dopiero później pokazać z tą osobą publicznie trzymając się za rękę. Dziwny to świat, w którym to drugie wydarzenie jest bardziej znaczące od pierwszego.

Czy chodzi o seks?

Samo pójście do łóżka mocno się zdewaluowało. Wystarczy wybrać się na Mazowiecką w Warszawie czy do jakiegokolwiek innego klubu, aby mieć z kim. Zaraz, zaraz – nie trzeba nawet iść do klubu – jest Tinder czy kilka innych serwisów. Więc seks odpada jako data początku związku. Pierwszy pocałunek raczej też.

To może zatem pierwsze publiczne pokazanie się razem. Jest to jakaś opcja, ale czy naprawdę to, że przyjdę na imprezę z dziewczyną i będę ją trzymał za rękę, czy publicznie ją pocałuję wskazuje na to, że jesteśmy razem. Patrząc na to rozsądnie muszę stwierdzić, że ten przykład też się nie nadaje do uznania tego wydarzenia za początek związku. Kiedyś zdarzyło mi się przyjść na imprezę z koleżanką i udawać, że coś nas łączy, aby wzbudzić czyjąś zazdrość. Gówniarski plan, który się nie powiódł.

Dochodzimy zatem do Facebooka. Kiedyś moja partnerka bardzo chciała abyśmy oznaczyli, że jesteśmy razem w związku. Tak, stanowiliśmy parę, ale chyba nie traktowałem tego bardzo mocno serio. Miałem dwie opcje. Pierwsza – wytłumaczyć jej, że uznaje za dziecinne publikowanie jakichkolwiek zmian statusów związku innych niż zaręczony czy żonaty i mieć z tego powodu fochy. Druga – oznaczyć się, i mieć święty spokój. Wybrałem opcję numer dwa. Zrobiłem coś wbrew sobie, aby druga osoba była szczęśliwa. Hmm… nie do końca tak wygląda moja definicja związku.

Krępujące pytanie

I tak siedzę z moimi znajomymi, pijemy piwo i gadamy, o tym jak oni zaczęli być ze sobą. Pytam się ich: To od kiedy jesteście razem? Jak ludzie w naszym wieku to datują teraz ? Odpowiedź mojego kolegi mnie zaskoczyła na tyle mocno, że siedzę teraz i piszę ten tekst.

Kolega powiedział (a jego partnerka przytaknęła): Wiesz – jesteśmy razem, odkąd jesteśmy za siebie współodpowiedzialni. To była jedna z najdojrzalszych definicji związku, jakie ostatnio słyszałem. A wierz mi, że dużo ich słyszałem, bo dużo o tym rozmawiam z bliskimi mi ludźmi.

Nigdy, absolutnie nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób. Ba, kiedyś patrzyłem na związek jak na dopełnienie obrazka. Mam jakąś pracę, jakąś pozycję, jakieś życie, więc przydałaby się jakaś kobieta. No właśnie… jakaś. Nie ta konkretna, tylko jakaś. Tak jakby wybierać mebel do sypialni. Ikea kind of life rodem z Fight Clubu. Wybrana z katalogu i najlepiej idealna i bez skazy.

Patrzyłem tak na moich znajomych i patrzyłem na nich z dużą nutą zazdrości. Jak to fajnie musi być się tak mocno zakochać. Było po nich widać tę współodpowiedzialność za siebie wzajemnie.

Życie jest na tyle zaskakujące, że i mnie to dopadło. Miałem swoją rutynę dnia, swoje cele, plany i postanowienia. Żaden z tych planów nie zakładał wchodzenia w żadną trwałą relację. Nie ma opcji – mam inne priorytety na ten rok. I co? Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga to opowiedz mu o swoich planach.

Zakochałem się

Ale tak po uszy, totalnie. Jak szczeniak. Totalny gówniarz z motylami w brzuchu. Często piszę o zgodności ciała, myśli i emocji. I jak analizuję swoje poprzednie związki to nie zawsze tak było. Czasem od początku coś było nie tak, ale myślałem sobie jakoś się ułoży. Teraz jest inaczej. Od początku czuje się odpowiedzialny za drugą osobę. I wiem to rozumem i czuję sercem, że tak jest z drugiej strony.

Ta współodpowiedzialność sprawia, że świadomie rezygnuję ze swoich planów, aby jechać 60 kilometrów w jedną i 60 w drugą stronę, aby chwilę być przy Niej. Mimo, że jest to totalnie nieracjonalne intelektualnie. Tracę na to dużo czasu. Czasu, który mógłbym wykorzystać teraz w pracy, bo to ważne. Mógłbym, ale nie chcę. I świadomie i bez negatywnych emocji rezygnuję z tego. Bez wyrzutów. Bo jestem współodpowiedzialny za tę drugą osobę. Po raz pierwszy poczułem czym jest troska o emocje i komfort drugiej osoby. Nie zrozum mnie źle, wcześniej nie byłem wcale jakimś egoistycznym i egocentrycznym dupkiem. Po prostu nie odczuwałem tego na aż takim poziomie.

Kryzys męskości

Wiele się teraz mówi o kryzysie męskości. O tym, że kobietom ciężko jest znaleźć odpowiedniego partnera, bo świat jest pełen Piotrusiów Panów czy innych drwali. Nam – facetom też niełatwo jest znaleźć odpowiednią partnerkę. To nie jest kryzys którejkolwiek z płci. To kryzys nas jako ludzi, którzy boimy się przyjąć odpowiedzialność. Wielu z nas, wychowanych w bezstresowych warunkach, unika brania odpowiedzialności za swoje życie. A co dopiero za cudze. Jak wspomniałem na początku – nie jestem ekspertem od spraw sercowych. Jakiś czas temu nauczyłem się brać odpowiedzialność za swoje życie, za swoje decyzje. Jeśli mamy być dojrzałymi ludźmi, tworzącymi dojrzałe związki, a nie oparte na wymianie świadczeń to musimy być odpowiedzialni za siebie. To otwiera pole do bycia odpowiedzialnym za kogoś innego.

Mój kolega użył (świadomie lub nie) określenia współodpowiedzialnym. Nie oznacza to, że jestem w 100% odpowiedzialny za drugą osobę i za jej życie. Tak może być w przypadku dziecka, ale nie drugiej dorosłej osoby. Określenie współodpowiedzialność wyraża z jednej strony chęć bycia częścią życia drugiej osoby i wspierania jej. Z drugiej strony zawiera w sobie bardzo dużą dozę szacunku i ufności. Dlatego tak bardzo mi się spodobało. Obok współ jest i odpowiedzialność. Jako facet jestem odpowiedzialny za pewne rzeczy w naszym związku. Pewne rzeczy po prostu się robi. Robisz coś, nie oczekując nic w zamian.

To zadziwiająco odkrywcze doświadczenie w moim życiu. Nie wiem czy składnie i jasno przekazałem swoją myśl. Co chcę powiedzieć – może to zabrzmi jak jakiś frazes, ale dopiero gdy na chwilę zapomnisz o sobie i skupisz się na drugiej osobie, zobaczysz jak cudowną rzeczą może być bycie z kimś. Ale takie prawdziwe – na każdym poziomie. I wtedy nie będziesz się zastanawiał nad odpowiedzią na pytanie od kiedy jesteście razem? Wiesz i zapamiętasz ten moment, gdy pierwszy raz zrozumiałeś, że to jest ta osoba, za którą chcesz być współodpowiedzialny. Ja taki moment pamiętam (i nie był to ani pierwszy pocałunek, ani seks, ani oznaczenie się razem na Facebooku). Tobie życzę też takiego momentu, gdy ważne będzie tylko to, co Wy czujecie.


Anonim

Ktoś taki jak Ty. Ktoś, kto nie bał się podzielić swoją historią. Ktoś, kogo odwaga nie zawsze powinna być poddawana próbie jawności.