Open top menu
Kobieta mnie bije

Kobieta mnie bije


O przemocy wobec kobiet mówi się obecnie bardzo dużo i spotyka się ona z zasłużonym potępieniem, coraz szerszym w kręgach mężczyzn. Rzadko wspomina się jednak o drugiej stronie medalu – przemocy kobiet wobec mężczyzn, przy której mężczyźni są na z góry przegranej pozycji.

Nie mogą się ani bronić, ani zwrócić o pomoc. Przed pierwszym powstrzymuje ich zakodowane kobiet się nie bije nawet kwiatkiem, przed drugim wstyd i społeczne wymaganie bycia twardym, radzącym sobie samemu, a także pogardliwa reakcja osób, do których się zwracają – co to za facet, którego baba leje, jakby się nie dał, to by nie dostał.

Tymczasem wiele kobiet wykorzystuje tą dość wygodną dla siebie sytuację – atakują fizycznie mężczyzn, a przy próbie samoobrony podnoszą gwałtowne larum, z ofiary robiąc kata. Przypomina to szkolnego dresiarza, który pomiata słabszymi, ale gdy dostanie zasłużony łomot, nagle robi z siebie biednego małego kotecka i wędruje do dyrekcji szkoły, kuratorium, policji itp.

Agresja kobiet

W tej kwestii zadałem kiedyś pytanie – co ma zrobić szczupły, niezbyt silny mężczyzna, zaatakowany przez agresywną babę rodem z pływackiej reprezentacji NRD ? Wypadki takie są dość częste, jak chociażby głośna niedawno bójka w tramwaju.

Nie otrzymałem żadnej konstruktywnej odpowiedzi (również od mężczyzn), nie licząc kobiet się nie bije, k… – pisanego caps lockiem i powtarzanego jak katarynka w różnych wariantach słownych.

Świetnym przykładem są tu również eksperymenty, w których reakcje na przemoc skierowaną wobec kobiety od razu spotykają się z reakcją, zaś w przypadku agresji skierowanej przeciwko mężczyźnie jedynie ze zdumieniem i… uśmiechem.

Gwoli wyjaśnienia, nie jestem miłośnikiem przemocy i nigdy bym nie uderzył żadnej kobiety w normalnych sytuacjach życia codziennego, choćby nie wiem jak zażarta była kłótnia. Tymczasem jednak, gdybym został zaatakowany fizycznie na prawach faceta przez kobietę równej siły czy wręcz silniejszą, broniłbym się wszystkimi dostępnymi środkami. Płeć nie ma tu nic do rzeczy, liczy się możliwość odniesienia poważnych obrażeń w wyniku ataku. Innych opcji nie ma, gdyż ucieczka nie zawsze jest możliwa (np. w tramwaju), a blokowanie ciosów prowadzi do sytuacji patowej typu złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma. W takich sytuacjach tylko solidny gong pozwala na uzyskanie chwilowej przewagi i ostudzenie temperamentu napastniczki, tak jak kubeł zimnej wody rozdziela gryzące się psy. Mój znajomy został kiedyś brutalnie pobity przez żonę. Co prawda starał się blokować jej ciosy, ale nie wyprowadził kontry, obawiając się konsekwencji. Do dziś tego żałuje, gdyż tylko zachęcił ją do dalszej eskalacji przemocy, a skuteczny cios mógłby powstrzymać ją od dalszych ataków, pokazując, że nie uchodzi to jej bezkarnie.

Słabe kobiety, silni mężczyźni?

Wspomniany wyżej kulturowy stereotyp słabych kobiet i brutalnych mężczyzn działa na niekorzyść tych ostatnich i jest bardzo często wykorzystywany przez agresywne kobiety, umożliwiając im eskalację przemocy przy praktycznym wiązaniu rąk ofierze. Jak widać, niektóre kobiety są wystarczająco wyemancypowane, by zaatakować mężczyznę niczym Tyson czy inny Gołota, ale gdy przychodzi do poniesienia konsekwencji, momentalnie zamieniają się w księżniczkę na ziarnku grochu. Hipokryzja czy wyrachowanie – czy jedno i drugie?


anonim