Open top menu
Hejt na portalach i huk Harleya

Hejt na portalach i huk Harleya


Konflikt, którego pełno we współczesnym świecie dotknął także płci. Ma kształt szorstkich stereotypowych hejtów oraz znacznie poważniejszych problemów ze zbudowaniem relacji w wymiarach społecznym i indywidualnym. Lekarstwem dla mężczyzn może być odkrywanie na nowo naszej męskiej tożsamości. Kobiety także powinny poszukać dla siebie jakiejś recepty.

Czasem jest trochę jak sport, dzięki któremu wytwarza się dodatkowa adrenalina a niekiedy jak nieśmieszny żart. Przyjmijmy, że nazywa się Dominika i jest aktywną użytkowniczką społecznościowych portali. Szczególnie aktywną, gdy zobaczy coś na temat męskich emocji lub refleksji nad kondycją masculinum. Musi skomentować. Najczęściej zaczyna tak: Biorąc pod uwagę, że od kobiet oczekuje się że: będą się wyróżniać, osiągać sukces, zapewniać rodzinie wszystko, będą doskonałą sprzątaczką, kucharką, matką polką to kogo obchodzą żale rozhisteryzowanych panów?*

Wpis budzi inne dominikopodobne. Na przykład Renatę: I pikantną kochanką. Dominika postanawia nie czekać i dołożyć do pieca: To najmniejszy problem. Najwyżej znajdą na boku. Anna: Przecież muszą odreagować ten krzyż, co na plecach niosą. Zaczyna się – myślę. Dominika i koleżanki już przeładowują słowną broń. Tymczasem ja mam tę nieprzyjemną pewność, że jestem sam na placu boju. Ostatni towarzysz walki, niejaki Ronald Regen ucieka w panice, rzucając tylko wpis: Uff, ostro tu. Ostro tu dopiero będzie, stary – myślę sobie i jak wiele razy poprzednio decyduję, że nie chcę tego tak zostawić.

Argument ostateczny

Zaczynam spokojnie. Przypominam Dominice, że tekst, o którym rozmawiamy (jeszcze mam nadzieję, że rozmawiamy) zwraca uwagę na to, że współcześni mężczyźni też mają emocje i coraz częściej chcą nad nimi pracować. Dodaję, że to ważne. I delikatnie daje znać, że język, którego używa jest konfrontacyjny. I nawet jeśli uważa, że kobietom jest strasznie źle na świecie nie ma prawa hejtować drugiej płci. I że przecież nie chodzi o to, aby mężczyźni i kobiety byli w stanie wojny, bo to nie przysparza dobra ani obu płciom ani światu. Czekam na odzew. Krótko czekam. Zwyczajne robienie z siebie złamasa na pewno w niczym Wam, umordowanym życiem mężczyzn nie pomoże – pisze Dominika a liczba lajków rośnie w szalonym tempie.

Okej, czyli idziemy w złamasa, słabiaka, który „rozkminia” swoje emocje i bez sensu zastanawia się nad tym jak być szczęśliwym ze sobą i płcią przeciwną. No tak – złamas jeden. Czytałem już to w tym miejscu wiele razy. Złamas – zastanawiam się nad popularnością tego słowa w relacjach damsko-męskich. W tym czasie leci do mnie ściek: Jak nie nadążacie za partnerkami to je zmieńcie, albo one zmienią Was – rzuca Renata.

Bach, bach i pozamiatane. Co tu gadać ze złamasem. Tymczasem ja w odpowiedzi znów o tym, że mieć przestrzeń do refleksji nad emocjami nie równa się być złamasem. Ale nim skończę własny wpis dostaje kolejne ciosy. Dominika: Błagam Cię! Jestem kobietą, matką, żoną, pracownikiem, gospodynią itd. i moim ostatnim z problemów jest niedosyt egzystencjalny mężczyzn, spowodowany brakiem przestrzeni do refleksji. Chłopcy, czas dorosnąć albo wziąć się za jakąś pożyteczną robotę.
Dziw, że koleżanki na forum milczą. Nie chcą dobić? Ja tymczasem zwracam uwagę Dominice, że nie tylko ona pełni wiele życiowych ról. Przypominam, że faceci też je pełnią. Wymieniam swoje role. I pomimo tego chcę jeszcze myśleć o emocjach? A może nawet coś z nimi robić. I do znudzenia powtarzam Dominice o języku, który w gruncie rzeczy nie wychodzi nikomu na dobre.

Teraz czekam dłuższą chwilę. Przypuszczam, że Dominika myślała, że toczy bój z jakimś singlem, który w jej mniemaniu nie wyjrzał jeszcze spod pierzyny mamy żeby zmierzyć się ze światem a już się mądrzy. Ale jak okazuje się, że niekoniecznie to sięga po „argument ostateczny”: Samotne matki bez środków do życia, brak alimentów przez nikogo nie ścigani, te z chorymi dziećmi, pozostawione na łaskę obcych albo wegetujące, bo nikt im pomocy nie chce udzielić, bite, poniżane, dyskryminowane ze względu na płeć, wiek, posiadanie. I jeszcze tyle złości, agresji, tych męskich krzyków, szowinistycznego męskiego hałasu, którego nie można znieść! Nawet tutaj! Starałem się jeszcze odpowiedzieć, ale z drugiej strony nie było już chęci. Według Dominiki i towarzyszek walki – dobiły go i nie uciekł.

W pogubieniu

Tyle Internet. Tyle wymiana zdań, którą trudną nazwać dialogiem płci nieraz tak bardzo potrzebnym we współczesnym świecie. Ponieważ kilka razy brałem udział, z własnej woli, w tego typu ekstremalnej przygodzie, która kończyła się z poczuciem niezrozumienia i niemożności dyskusji, w której słucha się argumentów drugiej strony, zamiast wyłącznie operowania stereotypami i krzywdzącymi komunikatami, zacząłem się zastanawiać, czy obie płcie potrafią w ogóle dziś ze sobą rozmawiać. Czy to jest potrzebne i co właściwie znaczy, że, my mężczyźni jesteśmy głośni i „agresywni” nawet wtedy, kiedy tylko próbujemy rozmawiać.

Socjologowie i psychologowie zajmujący się relacjami płci lub koncepcją miłości w ponowoczesnym świecie wiele razy zwracali uwagę na to, że kobietom i mężczyznom coraz trudniej się porozumieć. Można przywołać teksty Zygmunta Baumana w „Razem osobno”, czy, np. książkę Evy Illouz „Why Love Hurts. A Sociological Explanation”. Jedną z ciekawych analiz tego stanu rzeczy można także znaleźć w książce Franco La Cecli „Szorstkim być. Antropologia mężczyzny”. Ten włoski badacz i pisarz zauważa: Nie ma wątpliwości, że w prawdziwym życiu ludzie, kobiety i mężczyźni, cierpią z powodu tego, jak układają się relacje między mężczyznami i kobietami. (…) Pogubiliśmy się. Pogubili się mężczyźni – inteligentni – którzy utracili pewność, że są na właściwym miejscu, pogubiły się też kobiety przekonane, że solidna zemsta wyrówna im lata upokorzeń.

La Cecla formułuje przekonanie, że współczesność to nie jest to dobry moment na spotkanie płci i tym bardziej na dialog. Relacja rozumiana szeroko – nie tylko jako związek dwojga, ale także jako spotkanie, wzajemne rozumienie nie ma dobrych rankingów. Zastępy kobiet i mężczyzn zniechęcają trudności, jakie niesie ze sobą wzajemna relacja. Oddają się w ręce psychoanalityków, łykają cudowne pigułki, uczestniczą w ruchach rewindykacyjnych i samoświadomościowych aż wreszcie poddają się i schodzą z placu boju – pisze La Cecla.

Lekarstwo na konflikt

Czy jest na to lekarstwo? I czy ono jest w ogóle komukolwiek potrzebne? Łatwo ulec przeświadczeniu, że konflikt płci zarówno na poziomie społecznym – dotykającym kwestii równouprawnienia, dyskryminacji itp., jak i na poziomie indywidualnym, np. w życiu codziennym konkretnej par jest czymś nieodzownym, wpisanym w historię ludzkości i w związku z tym nie stanowi żadnego problemu. Dobrze jest przy tej okazji wspomnieć socjologiczną refleksję, która wskazuje, że jest pewien poziom socjalizacji, bez którego społeczeństwa nie mogą się obejść. A duży wpływ, co oczywiste, ma na ten poziom jakość relacji między kobietami i mężczyznami, ludźmi w końcu. I to zarówno na poziomie społecznym, który obejmuje umiejętność współpracy i wzajemnego wsłuchania się w potrzeby i oczekiwania drugiej płci, jak i na poziomie relacji pojedynczej pary przyjaciół czy małżonków. La Cecla sugeruje, że żeby dialog powrócił, obie strony powinny pochylić się nad własną tożsamością, nad emocjami, które towarzyszą „byciu mężczyzną” i „byciu kobietą”. A potem posłuchać drugiej strony.

W przypadku mężczyzn refleksja nad tożsamością w ponowoczesnym świecie powinna się odbywać – z jednej strony – w dystansie do „bagażu świata męskiej dominacji” – a z drugiej – z dala od wyłącznie feministycznego spojrzenia na męskość, które często (choć nie zawsze) zakłada, że mówiąc o męskości należy się usprawiedliwiać lub podawać zamiary, które przyświecają temu, kto chce o niej rozprawiać. Autor „Szorstkim być. Antropologia mężczyzny” przywołuje przykład jednego z francuskich badaczy, który zatytułował swój esej Profeministyczne i niehomofobiczne badania nad mężczyzną i męskością. Oddał w ten sposób atmosferę presji, z którą w świecie akademickim stykają się badacze męskiej tożsamości. Ta presja sprawia, że najlepiej, gdy pisze się o niej pod warunkiem, że nikogo się nie urazi i z perspektywy spojrzenia z zewnątrz. Tymczasem podejście zapoczątkowane przez Simone de Beauvoir, autorki „Drugiej płci”, zakładające, że lepiej, gdy o mężczyznach mówią inni (a raczej inne) współcześnie nie sprawdza się, zaś gender studies nie spełnia, jak się wydaje, w pełni roli miejsca refleksji nad męską tożsamością. Czy nie jest podobnie ze wszystkimi mężczyznami, którzy publicznie deklarują chęć badania swojej męskiej tożsamości.

Dlaczego mężczyzna jest głośny

Jeśli już, wbrew presji, ktoś z nas (a zapewne będzie takich wielu) będzie chciał się zmierzyć z pytaniami o własną tożsamości i refleksją nad tożsamością – to co powinno z tego wyniknąć? A na przykład odpowiedź na na zarzut płynący z internetowych społeczności, że męskość jest „hałaśliwa, głośna i agresywna”. La Cecla udziela ciekawej odpowiedzi: Mężczyzną staje się ten, kto z trudem wyrwał się spod wpływu matki. Przed nastoletnimi mężczyznami stoi trudny i bolesny krok. Muszą wymazać z własnego ciała zniewieściający wpływ matek i kobiet i nabrać szorstkich manier. Ta typowa dla wieku nastoletniego szorstkość powinna potem ustąpić twardości wieku męskiego. Pozbywanie się zniewieściającego wdzięku następuje w towarzystwie innych mężczyzn i w opozycji do nich jednocześnie. Wobec braku innych rozpoznawalnych przejawów męskości stawanie się nie-wdzięcznym prowadzi do szorstkich manier. To dlatego mężczyźni muszą wykazać, że są mężczyznami, aranżując hałaśliwe przedstawienie: huk Harleyów, pisk hamującej Vespy, odpowiednio dobrany ton głosu. W przeciwnym wypadku ich płeć pozostaje niewidoczna, niebezpiecznie nienaturalna.

Według autora, wynika z tego, że nie ma miejsca na zerowy stopień męskości. Być może ze swą nadmiernością, przerośnięciem i przesadnym uwydatnieniem stanowią istotę tożsamości. Zgoda? Właściwie każdy może znaleźć własną odpowiedź na to pytanie. To co prawda zarzut rodem z internetowego hejtu płci przeciwnej, ale pierwszym krokiem do dialogu jest zatrzymać się nad tym, co w pierwszej chwili wydaje się nic nie wartym emocjonalnym ściekiem. Warto się nad tym zastanowić. Podobnie jak nad tym dokąd zmierzają relacje z płcią przeciwną. Takie postanowienie na Nowy Rok.

*Autentyczne cytaty z mediów społecznościowych autentycznych postaci o nieautentycznych imionach.

Franco La Cecla, Szorstkim być. Antropologia mężczyzny, Wydawnictwo Sic, Warszawa, 2014


Marcin Grudzień