Open top menu
Koniec poświęcenia zakończy kryzys męskości

Koniec poświęcenia zakończy kryzys męskości


Kiedyś kobiety miały dużo problemów. Nie mogły uczyć się, pracować, głosować. Nie mogły chodzić w spodniach czy w kusych spódniczkach. Nie mogły działać w zarządach wielkich korporacji. Nie mogły zostać inżynierami czy kierowcami tirów. I jednym z największych problemów było to, że nie wierzyły, że są słabszą płcią.

Wreszcie się obudziły, zbuntowały i mimo, że ten świat może nadal nie jest doskonały i daleko jest do poczucia sprawiedliwości – jednak… kobiety wiedzą, że mogą wszystko, czego chcą i mogą być, kim chcą… tyle, że już aż tak bardzo nie chcą. Są trochę przygniecione tym nadmiarem.

I kto odpowiada za ten problem? Wiadomo – mężczyźni!

Wszystko na głowie kobiet?

Nie mamy czasu dla siebie – bo mężczyźni są narcystyczni. Musimy umniejszać swoje osiągnięcia – bo mężczyźni są słabi i nie są w stanie tego znieść. Poza tym są wygodni, niezaradni, zbyty miękcy, zbyt macho, zbyt dziecinni, itd.

Czasem, słuchając kobiet można odnieść wrażenie, że grają w grę: która znajdzie więcej na mężczyzn? Im więcej, tym łatwiej trafi. Zwłaszcza, że oni mają wrażliwe ego – to najpopularniejszy zarzut płci pięknej.

Jednym słowem – kryzys męskości – to zwrot-wytrych tłumaczący wszystkie nieszczęścia współczesnego świata – według nowoczesnych kobiet i mniej nowoczesnych mężczyzn.

Jedyny słuszny punkt widzenia

Odnoszę wrażenie, że media są kobietą, bo to chyba solidarność jajników odpowiada za to, że dramatyzowanie i biadolenie na temat kryzysu męskości jest najukochańszym tematem. Psychologowie tak mówią. Ekonomiści tak mówią. Filozofowie potwierdzają – wszyscy nie mogą się pogodzić z faktem, że nie ma już takich mężczyzn takich, jak kiedyś.

No nie ma.

Tak jak nie ma już kobiet takich, jak kiedyś. Nie ma świata, gdzie mężczyźni musieli zabijać, żeby mieć jedzenie i podbijać świat, żeby zbudować swoją wartość. W tamtym roku rozmawiałam z profesorem Zimbardo o kryzysie męskości. Porównaliśmy naszą wiedzę, wyniki różnych badań i wniosek był spójny, smutny, ale z nadzieją na zakończenie dyskusji o kryzysie męskości.

Psychologiczna konstrukcja kobiet i mężczyzn jest zasadniczo odmienna. Znamy tylko to, jak być kobietą lub to, jak być mężczyzną, stąd nasza konstrukcja wydaje nam się jedynie słuszna i naturalna.

Kiedyś kobieta z założenia była słabsza i gorsza – z założenia miała słuchać, służyć i być podporządkowana.

Ale przyszły czasy kiedy wreszcie kobiety powstały i powiedziały głośne nie! I w tym amoku nie zauważyły, że zamiast walczyć o swoją odmienność, o szacunek do tego kim są i co mogą dać innym – walczą o równość.

Chciały dobrze, ale wyszło jak zawsze. Równość stała się synonimem identyczności. I zamiast magii unikalności zaczęła się walka. Przez lata zdążyliśmy uwierzyć w kłamstwo: że jesteśmy identyczni, więc skoro ktoś myśli inaczej niż my – coś z nim jest nie tak…

Problem w komunikacji płci polega nie tyle na tym, że nie jesteśmy identyczni – ale na tym, że jesteśmy zasadniczo różni, a traktujemy się tak, jakbyśmy byli identyczni.

To tak, jakby z miłości do dzieci w Afryce Eskimosi wysyłali im to, co mają najcenniejsze – czyli swoje futra i ushanki. Intencje są dobre, ale potrzeby tych dwóch światów różne.

Zmiana i perfekcja

Kobieta jest zmianą a mężczyzna perfekcją. Kobieta ciągle czuje się niedoskonała – więc celem jej życia jest – zmieniać się, zmieniać się, zmieniać się po to, żeby zbliżyć się do czegoś, co dla większości normalnych śmiertelnych nie jest dostępne – czyli zadowolenia z siebie, z własnego życia. A ponieważ tak rzadko dotyka swojego celu – jest totalnie przyzwyczajona, że życie to zmiana.

Mężczyzna jest przyzwyczajony, że musi walczyć z dinozaurami, zombie i rekinami, żeby przetrwać – nie może mieć wątpliwości co do swoich umiejętności i wspaniałej konstrukcji – więc gdzieś w nim gen, którego nie jest świadomy, mówi mu, że jest doskonały. Bo każde wahanie kiedyś oznaczało, że zamiast jeść kolację będziesz kolacją… Dlatego wątpliwości co do własnej doskonałości i dążenie do zmiany są dla mężczyzny czymś ciężkim, niezgodnym z jego naturą.

Kobiety narzekające na to, że mężczyzna się popsuł– nie rozumieją według profesora Zimbardo – że one po prostu zmieniły się dużo szybciej i dużo bardziej. Kobiety wycisnęły jak cytrynę nowe możliwości stworzone przez współczesny świat. Przekonały się, że są w stanie być matkami, żonami, kochankami, bokserkami, odkrywcami, CEO, przyjaciółkami, utrzymującymi rodzinę i… nadal być kobietami. I to wszystko byłoby ok, ale one oczekują, że mężczyzna zmieni się co najmniej w takim samym stopniu jak one, czyli pozyska tyle samo nowych umiejętności co one, a przy tym zachowa te wszystkie cechy, które miał od zawsze. Będzie opiekuńczy, wrażliwy, pomocny, partnerski, przyjacielski, a jednocześnie silny, zaradny, wojowniczy, osiągający sukces i władzę. A mężczyźni niestety, po pierwsze nie są w stanie realizować tylu ról naraz, bo nie byli przyzwyczajeni zabijać smoka zbierając jagody i zmieniając pampersa. A po drugie… teraz obok smoka pojawiła się… smoczyca. Kiedyś konkurencją byli inni mężczyźni, teraz są nią także kobiety.

Godzenie sprzecznych ról

Kobiety uważają, że można połączyć 10 ról naraz. Ale tysiące lat się do tego przygotowywały. Mężczyźni są dużo bardziej zbalansowani w swojej naturze – i działają bardziej według programu coś za coś, więc trudno jest im opanować, że mają być i wrażliwi i stanowczy. I partnerscy, i wojowniczy. I zajmować się dziećmi i być Bogiem i władcą. Gentelmanem, ale nie szowinistą. Dziś kobiety oczekują od mężczyzn, że będą jak one… a jednocześnie pozostaną tacy, jak dawniej.

  • To, co kobieta mówi – bądź: i i (i wrażliwy i stanowczy).
  • To, co mężczyzna słyszy – bądź: zamiast (bardziej wrażliwy a mniej stanowczy).

Tak zwany kryzys męskości wynika z tego, że kobiety mówią do mężczyzn kobiecym językiem i kobiecymi oczekiwaniami. To tak, jakby mówić do Wietnamczyka po chińsku i oczekiwać, że skoro gdzieś tam języki są podobne – powinien to zrozumieć.

To, że kobieta wie, że męska psychika nie akceptuje wieloznaczności, subtelności, aluzji i nie jest on wielkim fanem paradoksów, nie znaczy, że jest w stanie się do tego dostosować (wiemy też, że dla urody lepiej jest wcześniej iść spać i nie jeść słodyczy, i co z tego wynika?). Dla kobiet jest to trudne, bo kobieta sama jest jedną wielką sprzecznością i paradoksem. Dlatego czasem naprawdę nie czuje, co dla mężczyzny jest niejasne, sprzeczne, czy wręcz absurdalne. I nie jest to wynikiem jej złych intencji.

Kobieta nie widzi nic niestosownego w wymaganiu, żeby mężczyzna był największym wojownikiem świata walczącym przez 12 godzin z rekinami, a potem – czary mary – ma zamienić się w ciepłego, kochającego ojca i męża. Do tego ma mieć energię dla dziecka, fantazję dla żony, poczucie humoru dla teściowej i po drodze zaliczyć siłownię oraz zajechać do kwiaciarni. Oczywiście powinien mieć również swoje pasje – żeby był nadal fascynujący i godny podziwu.

Za duże wymagania kobiet (za duże według mężczyzn) najczęściej wynikają z kobiecego genu: muszę dać sobie radę. Co by się nie działo – poradzę sobie… I kobiety sobie radzą. I w porządku. Ale potem są przemęczone, złe i… z tego biorą się wymagania wobec mężczyzn – którzy są dużo bardziej pragmatyczni niż kobiety i mają raczej gen: jak nie muszę – to nie będę.

Kobiety i mężczyźni mają rożne mapy mentalne. Mężczyźni wydają się być bardziej pogodzeni z tym, że nie rozumieją kobiet. Kobiety są zawzięte: chcą zrozumieć i chcą być zrozumiane. Ale nie możesz oczekiwać, że samochodem przelecisz przez ocean – oczekiwania muszą być dostosowane do możliwości osoby wobec, której mamy oczekiwania.

Czas intensywnej analizy należy zamienić na czas intensywnej ciekawości i słuchania.

Obwinianie o zmianę, lub na odwrót, o brak wystarczającej zmiany – do niczego konstruktywnego nie prowadzi. Czas na drugi środek – zapożyczyć od mężczyzn ich pragmatyczny egoizm.

Bo to, że możesz – już wiesz – dlatego już nie musisz. Mężczyzna też nie musi. Nie musi też ciągle wysłuchiwać, co z nim jest nie tak i dlaczego przez niego masz tyle na głowie.

Badania przeprowadzane w polskich rodzinach, pokazuję, że jednym z najczęstszych tematów spornych jest gotowanie i sprzątanie. Kto ma to robić skoro obydwoje pracujemy i dlaczego zawsze ja? – pytają często kobiety.

Jeżeli ktoś jest zmęczony po pracy albo po prostu nie chce gotować – jest tyle opcji do wyboru:

  1. catering,
  2. restauracja,
  3. pomoc domowa,
  4. prostsze i szybsze do wykonania danie,
  5. pomoc rodziny itd.

To, że ktoś się poświęca – powoduje, że oczkuje, że druga strona też się poświęci. I pewnie to zrobi – szczególnie mężczyzna, bo jeden z najważniejszych schematów mężczyzn brzmi: chcę mieć święty spokój i nie chcę żadnej kłótni.

Ale ani on szczęśliwy nie będzie, ani ona – bo przecież dodatkowym oczekiwaniem kobiet jest: żeby on sam na to wpadł i zrobił to chętnie i z uśmiechem. A z założenia spontaniczność wyklucza się z poleceniem.

Nasza wspólna z Profesorem konkluzja brzmiała: kryzys męskości jest kryzysem oczekiwań i komunikacji. Jest miksem tego, co nam przekazali potomkowie w genach sprzed tysięcy lat z tym, jakie możliwości i oczekiwania ma wobec nas współczesny świat. Kiedy kobiety zaczną bardziej siebie doceniać i szukać sposobów na brak poświęcania się – wtedy będą w stanie odpuścić też mężczyznom. Bo można szukać winnych lub… szukać rozwiązania. Można mówić o kryzysie męskości, relacji, małżeństwa. A można stworzyć własny nowy schemat. Prawda jest taka, że obwinianie innych wywodzi się z własnego poczucia nieszczęśliwości, przeciążenia i poczucia, że jesteśmy w miejscu, w którym nie chcemy być. Czas więc zastosować pierwsze prawo bezpieczeństwa w samolotach: najpierw pomóż sobie.

Nie ma innego sposobu – szczęśliwa kobieta myśli o sobie, a nie o tym, co jest nie tak z mężczyzną. Więc, kiedy poświęcanie się pójdzie do kosza, kryzys męskości też tam się znajdzie.

 

Julia Izmałkowa

Psycholog, badaczka i ewangelistka etnografii, założyciel Izmałkowa Consulting – pierwszej agencji badawczej specjalizującej się w badaniach etnograficznych.


Fundacja Masculinum
Fundacja Masculinum

Lorem ipsum dolor sit amet