Open top menu
Najważniejsze jest stado

Najważniejsze jest stado


Życie Twojej rodziny nie kręci się wokół Twoich spraw? Nie ma lepszej wiadomości. Jednak jeśli nie do końca czujesz, że to prawda, czas to zmienić… i stać się prawdziwym mężczyzną.

Gdy myślę o relacjach damsko-męskich w moim rodzinnym domu, przed oczyma widzę ojca wracającego z pracy, który rzuca teczkę w kąt albo rozkłada papiery i rozsiada się w fotelu niczym król na tronie. A jak wtedy zachowuje się matka? W jednej chwili miejsce pewnej siebie, dumnej kobiety zajmuje cicha, pokorna żona krzątająca się w kuchni i gotowa na każde skinienie swojego męża. Wtedy całe to podawanie obiadu, podpytywanie, jak minął mu dzień, czy się dobrze czuje, co myśli, gdy milczał nad talerzem, traktowałem zupełnie naturalnie. Postrzegałem zachowanie matki jako przejaw troski o ojca, fundament, na którym jest zbudowana nasza rodzina. Teraz wiem, że było to usługiwanie.

Poplątany układ zależności

Co więcej, posługiwanie miało też inne przejawy. Ojciec w domu nie robił nic, za to – tak mi się przynajmniej wtedy wydawało – decydował o wszystkim: o domowych wydatkach, wakacjach, kupnie samochodu i zabawek. Dopiero po latach, gdy zacząłem rozmawiać z rodzicami z perspektywy dojrzałego człowieka, okazało się, że tak naprawdę było nieco inaczej. Był między moimi rodzicami jakiś poplątany układ zależności, usługiwania ojcu i jego uzależnienia od matki.

Tak czy inaczej w dorosłe życie wszedłem z obrazem ojca będącego w centrum życia rodzinnego. Zakorzenione miałem przeświadczenie, że jedynym słusznym wzorcem mężczyzny w rodzinie jest taki, wokół którego biegają żona i dzieci, ulegli i posługujący, skupieni na zaspokajaniu jego potrzeb w obawie przed jego gniewem bądź niezadowoleniem. Nie wyobrażałem sobie, że może być inaczej w moim domu. Długo szukałem kobiety, która ‒ jak się wydawało ‒ spełni te kryteria. Będzie mi matkować i mnie obsługiwać, a jeśli mi się coś nie spodoba (lub będę miał ochotę), ryknę niczym lew i wszystko w mgnieniu oka wróci do normy.

Dziecko zmienia perspektywę

Dziś już wiem, że była to jedna z najgorszych rzeczy z tych złych, które wyniosłem z domu. Przez takie podejście rozpadło się moje pierwsze małżeństwo ‒ okazało się z czasem, że lwica ma dość lwa siedzącego wyłącznie na kanapie i czekającego, aż mu ona wypierze gacie. Jednak prawdziwe wyrugowanie mnie z bycia w centrum życia rodzinnego (a raczej z bycia w centrum uwagi mojej kobiety) pojawiło się wraz z przyjściem na świat pierwszego dziecka. Okazało się wtedy, że moja druga żona nie ma dla mnie tyle czasu, ile wcześniej. Ba! Nie ma nawet połowy tego czasu, aby mi matkować, bo matkuje komuś, kto jest mały, bezbronny i potrzebuje pomocy w każdej chwili życia. Czy wtedy przyjąłem to ze spokojem? Nie! Czułem się opuszczony i chciałem to wiele razy demonstrować. Niczym lew chciałem ryczeć, tyle że… nikt mnie nie słuchał. Nie słuchał, bo nie miał przestrzeni, aby usłyszeć. Czułem się z tym źle. Nie rozumiałem, że świat, w którym zostałem uformowany, brutalnie odchodził w przeszłość. Wszystko przez to, że nikt mi nie dał narzędzi, które pozwoliłyby zrozumieć, że prawdziwy lew bierze się do pomocy, a nie myśli o swojej d…! Cierpiałem, to fakt.

Jednak przyszła zmiana na lepsze. Piszę te słowa, bo dziś nie jestem ani w centrum, ani już nawet na drugim miejscu i chcę się podzielić refleksją. Kilka miesięcy temu moja teściowa (nie, nic z tych rzeczy – żadnych dowcipów, bo to bliska mi osoba) miała udar. Jej stan do dziś jest na tyle poważny, że wymaga intensywnej rehabilitacji i pomocy, między innymi swojej córki a mojej żony. Codzienne wizyty w szpitalu, weekendowe przepustki w domu, w czasie których najbliżsi są niezbędni, by pomóc w najprostszych czynnościach. W konsekwencji moja żona ma zero czasu dla mnie i nie za dużo dla naszych małych dzieci.

Trzeba dorosnąć

I znów mógłbym mieć żal do świata, że mnie tak kopnął w d… Ale doznałem iluminacji i patrzę na to doświadczenie z innej strony. Nie ma nic lepszego dla formowania się prawdziwej męskości, jak spaść z tego bezsensownego cokołu i przestać być w centrum życia rodzinnego. Trzeba wziąć się w garść, kiedy żona i dzieci cię potrzebują. Trzeba dorosnąć. Nie jest to łatwe, jeśli nie masz narzędzi umożliwiających radzenie sobie z taką sytuacją. Jednak niczym rzucony na głęboką wodę zaczynasz machać rękami. Najpierw jak w szale, podtapiając innych, ale z czasem wychodzi ci to coraz pewniej i lepiej. Wziąłem na siebie ciężar utrzymania rodziny, tak aby żona mogła zajmować się swoją matką. Dowaliłem sobie roboty, ale nagle potrafię znaleźć czas, aby zająć się dziećmi, a żonie, która wraca ze szpitala zmęczona zmienianiem pampersów dorosłej kobiecie – ugotować obiad. Myślę, że to najlepsza lekcja (choć bolesna) do odrobienia, by przestać być egoistą. By naprawdę dorosnąć. Teraz jestem prawdziwym lwem, królem dbającym o swoje królestwo, a nie niedojrzałym lwiątkiem. Jestem mężczyzną przez duże M. I Tobie też tego życzę.


Anonim
Anonim

Ktoś taki jak Ty. Ktoś, kto nie bał się podzielić swoją historią. Ktoś, kogo odwaga nie zawsze powinna być poddawana próbie jawności.