Open top menu
Nie wrzucać wszystkich nas do jednego worka

Nie wrzucać wszystkich nas do jednego worka


Przy okazji akcji piętnującej molestowanie seksualne kobiet wiele usłyszeliśmy na temat mężczyzn. Świadomie używam słowa mężczyzn, albowiem mało kto bawił się tu w subtelności. Mowa była o mężczyznach en bloc.

Celem tego listu nie jest lekceważenie problemu, jakim jest molestowanie seksualne. Chodzi o przedyskutowanie dwóch pochodnych zjawisk akcji #MeToo. Pierwszym jest chęć pociągnięcia mężczyzn do zbiorowej odpowiedzialności oraz teza o klasowym uprzywilejowaniu białych heteroseksualnych mężczyzn, które ma ponoć sprzyjać temu, że jesteśmy sprawcami molestowania seksualnego. Oba zjawiska zostały poruszone m.in. w tekstach Stanisława Skarżyńskiego w Gazecie Wyborczej#JaTeż to szansa również dla mężczyzn na przejrzenie się w tym bagnie, którego jesteśmy sprawcami oraz Janka Rojewskiego z Polityki zatytułowanym Jak na akcję #MeToo reagują mężczyźni?

W swoim artykule Rojewski namawia (za serwisem CNN) do tego, aby mężczyźni zaakceptowali dyskomfort. Autorowi chodzi o to nieprzyjemne uczucie, które towarzyszy nam, mężczyznom, kiedy w mediach, w czasie rozmów w pracy czy ze znajomymi notorycznie słyszymy o tym, jak bardzo jesteśmy odpowiedzialni za seksizm i jak bardzo uprzywilejowani są we współczesnym świecie heteroseksualni mężczyźni.

Warto postawić sobie wobec apelu autora Polityki pytanie, czy prawdziwie męską postawą jest rzeczywiście akceptacja dyskomfortu i przyznanie się do tego, że mężczyznom jest w życiu łatwiej. A może jednak męskie jest przyjrzenie się z innych dostrzegalnych perspektyw. Ja wybrałem to drugie.

Everyman nie istnieje

Autorzy powyższych tekstów wykazują niezdrową tendencję do bicia się w cudzą pierś i zabierania głosu w imieniu wszystkich mężczyzn. Mnie zastanawia jednak najbardziej teza o wyjątkowym uprzywilejowaniu heteroseksualnych mężczyzn. Na czym ten przywilej miałby polegać? Pierwsza odpowiedź, która przychodzi do głowy, to kwestia statusu społecznego. Okej, ponieważ mój status społeczny rozmija się z pozycją panów Trumpa czy Berlusconiego, postanowiłem rzucić okiem na sytuację mężczyzn z poziomu tzw. średniej krajowej.

Według raportu GUS mężczyźni nieco częściej niż kobiety są zagrożeni bezrobociem długotrwałym. Co prawda więcej zarabiają, ale już za to żyją krócej ‒ średnio o 7 lat niż kobiety. Nie inaczej jest w innych krajach. W Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych to biali mężczyźni są wymieniani jako grupa najboleśniej odczuwająca skutki bezrobocia. Tych kilka danych pokazuje, że o ile w przeszłości można by użyć argumentu statusu społecznego do udowodnienia tezy o dominacji heteroseksualnych mężczyzn, tak dziś jest on bezsprzecznie słaby. Podobnie jak kilka innych, kluczowych – np. ten dotyczący nierównego traktowania kobiet w sądach (wystarczy spojrzeć na statystyki wyroków w sprawach o opiekę nad dzieckiem).

Odpowiedzialność zbiorowa to krzywdzące nadużycie

Pojawia się pytanie, jak teza o uprzywilejowaniu heteroseksualnych mężczyzn ma się do dochodzących zewsząd głosów o męskim kryzysie. Profesor Philip Zimbardo w kilku swoich pracach powtarza, że chłopaki nie dają sobie rady ze szkołą, pracą, kobietami. Zamiast się ogarnąć, są wręcz żałośni: słabi, użalający się nad sobą, nieproduktywni; nadają się prawie wyłącznie na śmietnik historii. Gdzie więc w tych głosach jest miejsce na mężczyznę uprzywilejowanego?

Oczywiście zgadzam się, że białym & heteroseksualnym na wyżynach drabiny społecznej pewnie jest łatwiej, pewnie mogą czuć się uprzywilejowani. Oni powinni we własnym sumieniu rozważyć, czy kobiety pracujące w korporacjach, które do nich należą i zajmują równie wysokie stanowiska jak mężczyźni, zarabiają tyle samo co ci mężczyźni. Jednak to ich sprawa, nie tych, którzy o swoim uprzywilejowaniu dowiadują się z prasy.

Dlatego, biorąc to wszystko pod uwagę, uważam, że za paskudne zachowania jednostek nie może być odpowiedzialności zbiorowej. Dlatego mówienie w kontekście molestowania seksualnego, że to my, mężczyźni, powinniśmy to lub owo ‒ jest nadużyciem.

Stereotypy nie, dyskusja tak

Mam prawo nie poczuwać się do apeli o akceptację dyskomfortu. Chętnie podyskutuję o współczesnym kształcie męskiego uprzywilejowania. Czy nie mamy do czynienia z dość utartym stereotypem, który bazuje głównie na statystykach płacowo-zawodowych? Jeśli tak, to może nie uwzględnia on indywidualnych wyborów życiowych. Mniej mężczyzn niż kobiet decyduje się porzucić pracę na pełen etat? Jakie są tego przyczyny? Czy dobrowolnie wpadamy w zawodowy kierat, czy też ‒ wbrew pozorom ‒ mamy mniejszą swobodę wyboru drogi życiowej niż kobiety? Czy współczesny mężczyzna może porzucić pracę, by zająć się rodziną, swoim hobby (utrzymując przy tym małżeństwo) czy też równouprawnienie aż tak daleko nie sięga?

Fundacja Masculinum stworzyła nam przestrzeń do dyskusji, więc porozmawiajmy.


Sergiusz Waplak
Sergiusz Waplak

Do zabrania głosu skłania go rozdźwięk pomiędzy debatą publiczną, a osobistym doświadczeniem. Wychowany na lekturach min. Josepha Campbella, Roberta Blya oraz Roberta Pirsiga. Unika ideologicznego zaszufladkowania, ale uważa iż poza liberalną demokracją nie wynaleziono niczego lepszego.