Open top menu
Dlaczego mężczyzna potrzebuje drugiego mężczyzny

Dlaczego mężczyzna potrzebuje drugiego mężczyzny


Jak być prawdziwym mężczyzną? To niełatwe zadanie, bo przecież nie da się tego wyssać z mlekiem matki. Przede wszystkim trzeba dostrzec, że samemu się niczego nie zwojuje. Dlaczego zatem inni mężczyźni są tak ważni w życiu mężczyzn?

Do pewnego momentu w moim życiu wydawało mi się, że mogę wszystko dostać od kobiet ‒ może dlatego, że wychowywałem się bez ojca. Teraz już wiem, że jest inaczej. Nie da się nauczyć bycia mężczyzną od kobiety. To jest inna bajka. W swoim życiu szukam teraz mężczyzn, bo dotarło do mnie, że mi ich brakuje. A to wcale nie było takie oczywiste.

Moment, w którym zrozumiałem, że potrzebuję facetów wokół siebie, był całkiem dobry. Byłem wówczas w gestaltowskiej szkole psychoterapii i miałem w grupie aż czterech innych facetów. Skład raczej niespotykany, bo zazwyczaj jest ich maksymalnie dwóch. A tu aż pięciu w jednej grupie! To był sygnał do działania, bo i miejsce było wyjątkowo dobre. Można było zrzucić maski, darować sobie puszenie ‒ po prostu się odsłonić. To było zupełnie nowe doświadczenie! Rewelacyjnie było zobaczyć wrażliwych, dojrzałych, starszych ode mnie facetów, którzy mogą sobie pozwolić na złość, słabość, smutek i płacz przy innych mężczyznach. Dla mnie to była nowa jakość.

Zmienić punkt widzenia

Wcześniej doświadczałem głównie innych męskich kontaktów. Czułem, że rozmowy choćby o emocjach wyprowadzają mojego rozmówcę ze strefy komfortu. W takich chwilach zdarzało mi się usłyszeć coś w stylu: Tak, tak, ale że Kubica już jest tak długo bez zespołu czy Ale że Dudka nie wzięli na mundial!. Głębokie rozmowy kojarzyły mi się raczej z kobietami. A potem ‒ całe szczęście ‒ okazało się, że może być inaczej. Zmieniło się też moje podejście do mężczyzn. Wcześniej zauważałem głównie ich braki, to że nie są idealni. Teraz staram się szukać czegoś wartościowego, czegoś, co mógłbym podpatrzeć i może sobie nawet wziąć. I okazuje się, że są tacy faceci. Nieidealni, ale dla mnie cenni. Korzystam.

Bezcenne męskie wsparcie

Szkoda, że nie widziałem ich wokół siebie, gdy rodziło mi się pierwsze dziecko. Rodzicielstwa uczyłem się głównie od kobiet. Znani mi mężczyźni zazwyczaj nie mieli nic wartościowego do powiedzenia. Choć może to ja nie potrafiłem niczego sobie od nich wziąć; sam nie wiem. Najcenniejszy męski głos pochodził od Jespera Juula. Żałuję, że mogłem go poznać wyłącznie z książek ‒ zawsze to jednak coś. Do dzisiaj staram się czytać jego kolejne publikacje i czerpać z mądrości doświadczonego rodzica, dziadka i cenionego na całym świecie pedagoga.

Chcę podkreślić, że w uczeniu się rodzicielstwa od kobiet nie widzę nic złego. Poza tym i tak nie da się tego uniknąć. Uważam jednak, że ojcostwa najlepiej się uczyć od innych ojców. Bo przecież pojawienie się nowego członka rodziny zmienia wszystko w związku. Być może niektórzy są w stanie dostać wiedzę i wsparcie od swojego rozsądnego ojca, wujka, dziadka czy kuzyna. Mnie się to nie udało, nie miałem nikogo takiego. Nie usłyszałem zbyt wiele o wielu przejściowych trudnościach (teraz już wiem, że one mijają), bo przecież mężczyźni o takich sprawach nie rozmawiają. A szkoda.

Nauka na błędach

Bardzo dobrze zapamiętałem jedno zdarzenie. Dzień po porodzie, trzymając na rękach córkę, usłyszałem od salowej, że mam jej nie trzymać, bo się przyzwyczai i będzie się domagać. Posłuchałem rady i grzecznie odłożyłem dziecko. Przemówił do mnie autorytet doświadczonej życiem kobiety. I dopiero potem zrozumiałem, że niekoniecznie kobieta musi ode mnie lepiej wiedzieć, jak być ojcem, jak zajmować się dzieckiem. Potrzebowałem na to trochę czasu. I wcale nie uważam dzieła za skończone. Dostrzegam jednak postęp. Z każdym kolejnym dzieckiem lepiej widzę, co się dzieje. Szkoda, że musiałem się uczyć na swoich błędach. Taka jest cena samotnego poruszania się w świecie bez mądrych mężczyzn wokół siebie. Moje doświadczenia pokazują, że warto mieć wokół siebie właściwych mężczyzn i korzystać z ich doświadczeń i wiedzy. Może wam też się to przyda?


Anonim

Ktoś taki jak Ty. Ktoś, kto nie bał się podzielić swoją historią. Ktoś, kogo odwaga nie zawsze powinna być poddawana próbie jawności.