Open top menu
Chciałbym być sobą… ale nie zawsze mi wychodzi

Chciałbym być sobą… ale nie zawsze mi wychodzi


To, że zawsze działamy w zgodzie z samymi sobą, to mit. Mężczyzna, czy to w towarzystwie innych mężczyzn, czy też przed kobietami, często zachowuje się nie tak, jak podpowiada mu serce (lub rozum). W jakich sytuacjach dzieje się to najczęściej? I dlaczego zdarza się, że nie chcę, ale muszę? Poznajcie 12 męskich słabości, które wolimy tuszować, zamiast się do nich przyznać.
Ze mną się nie napijesz?!

Nie odmawiamy sobie kielicha, mimo że niekoniecznie mamy na niego ochotę albo lekarz zalecił nam wstrzemięźliwość (bo przecież nie dojdziemy sami do wniosku, że nie warto). A nazajutrz… sami wiecie! Ilu to facetów zaraz po wychyleniu głębszego dziwi się, że zdrowie zapija się czymś tak niezdrowym/okropnym/niesmacznym (odpowiednie wybrać). Jeden mężczyzna i jego pomysły oraz przekonania to nie to samo w konfrontacji z kilkoma samcami. W grupie działamy inaczej niż solo ‒ uruchamia się w nas samczy zew. Łatwiej dajemy się w takiej sytuacji namówić na zrobienie czegoś, czego nie lubimy i co nas odstręcza, żeby tylko nie wyjść na dziwaka czy odludka. Robimy więc bezrefleksyjnie to, co nam wypada, i ukrywamy, że niekoniecznie było nam tak miło.

Zbyt dumny, by przyznać się do błędu

Jedna z najmniej seksownych cech według kobiet. Umiejętność przyznania się do błędu buduje w oczach kobiety obraz mężczyzny, którego stać na szczerość i mierzenie się z trudnymi sytuacjami. Tego kobiety oczekują, a nie ucieczki w różnego rodzaju narracje, opowiastki typu co to nie ja lub przekręcanie sytuacji na swoją korzyść. Źle to wygląda nawet w niektórych męskich oczach, a jednak brniemy w to, bo wielu z nas buduje obraz siebie na podstawie zasług i osiągnięć.

Rywalizację i porównywanie się mamy we krwi

Prawda jest taka, że porównujemy się nawet wtedy, gdy nie mamy konkurentów. I sami koloryzujemy, byleby tylko wypaść lepiej. Wielu z nas próbuje sobie konkurenta wymyślić, a jeśli nie ma obiektywnych mierników naszych osiągnięć ‒ przerysować to, co rzeczywiście nam się udało. Wszystko to ze strachu przed negatywną oceną i by przypadkiem nie wyjść na słabeusza. To jak z tą złowioną rybą – ona jest zawsze taaaka, czyli większa od pozostałych. Ale pamiętaj, że opieranie opowieści na nieprawidłowych przesłankach to opieranie życia na kłamstwach. To sztuczne kreowanie siebie na bohatera i walidowanie swojej męskości przez nominalne wartości. Dość ryzykowna strategia.

Jedzenie to podstawa… brak umiaru także

Oczywiście! Przecież nienajedzony facet to wymoczek. Prawdziwy facet musi mieć odpowiednią posturę i nie zbuduje jej, nie jedząc porządnych obiadów. Nawet jeśli chciałbyś zjeść czasem samą sałatę, to przecież nie jesteś królikiem ‒ mięso musi być, wszak prawdziwy facet to typ mięsno-kartoflany. Często mimo wsłuchiwania się w potrzeby własnego organizmu i tak robimy coś na siłę, udając, że dobrze się z tym czujemy. A wszystko po to, żeby dorównać do roli i obrazu mężczyzny, który został wykreowany przez otoczenie. Tylko zadajmy sobie pytanie, czy chcemy żyć na podobieństwo obrazu, który ktoś za nas wykreował, czy jednak poszukać własnego?

Faceci nie płaczą

Płacz jest oznaką słabości ‒ tak jesteśmy uczeni i warunkowani od dzieciństwa. Jako dzieci uczymy się, jak ukrywać łzy, żeby wydawało się, że nie jest nam przykro, smutno, że niczego nie żałujemy i w ogóle nic nas nie wytrąca z równowagi. To dziwne, bo czasami wyzwolenie tych emocji pozwoliłoby nam osiągnąć większy stan równowagi i lepiej przeciwdziałać temu, czego nie lubimy czuć. Łzy mogą być oczyszczające ‒ to katharsis. A jednak boimy się korzystać z ich mocy wyzwalania uczuć. Wolimy zepchnąć je w głąb siebie, bo lękamy się, że to nie ta sytuacja, że tym razem to przesada, że płakać to ja mogę, ale nie teraz! Muszę ‒ zamiast czuję i chcę ‒ tak programujemy siebie dalej na oszukiwanie organizmu.

Piękną cechą dojrzałych mężczyzn jest opanowanie. Jednak dążenie do usilnej kontroli uczucia rozpaczy czy zwykłego smutku to tak naprawdę nieporadna próba zapanowania nad czymś, co wymaga udrożnienia i naturalnej cyrkulacji w postaci łez. Usilne wstrzymywanie to nie opanowanie. W ostateczności, jeśli naprawdę trudno zapłakać, warto sobie zadać pytanie, dla kogo mam to zrobić ‒ dla siebie czy dla innych?

Zawsze staję na wysokości zadania… w łóżku

Mężczyzn, wbrew pozorom, też boli głowa. Weryfikujemy swoją męskość naszą sprawnością w łóżku i liczbą partnerek, którym dogodziliśmy. Dlatego dla wielu mężczyzn pierwsze problemy z erekcją lub wydajnością w tej intymnej sferze stają się czymś bardzo dotkliwym, czego lepiej nikomu nie zgłaszać. Zwłaszcza urologowi, który wystawi wstydliwą dla nas diagnozę, zapisze na kartce czarno na białym i do tego podbije czerwoną pieczątką. Przemilczanie i zamiatanie problemu pod dywan staje się w tej sytuacji najwygodniejszym z wyborów i jednocześnie najgłupszym! W ogóle badanie się i leczenie według panującego przekonania nie jest u samca oznaką siły To przykre, bo realnie rzecz biorąc, powinna to być taka sama czynność jak odwiedzenie mechanika w przypadku, gdy auto zaczyna szwankować.

Ja tego nie naprawię?!

Niektórzy mężczyźni wcale nie lubią majsterkować (albo nie umieją), ale wolą nie zezłościć swojej partnerki, przyznając, że potrzebują jej pomocy w kilku naprawach. Typowemu mężczyźnie nie wypada nie umieć czegoś zrobić w mieszkaniu. Jeśli rzeczywiście nie potrafimy czegoś wykonać, to wstyd się nam do tego przyznać. Tym bardziej że prawdopodobnie chcielibyśmy, aby efekt pracy był dobry. Prędzej się pokaleczymy, niż przyznamy, że czujemy się niekompetentni w sprawach technicznych.

Kobiety nas onieśmielają

Prawdziwy mężczyzna jest przekonany, że musi być pewny siebie i nie może okazać nieśmiałości przed kobietą. Jednak pewność siebie to nie coś, co jest dane nam przy urodzeniu raz na zawsze. To umiejętność, którą zdobywamy ‒ czasem prędzej, czasem wolniej, czasem z pomocą bliskich w dzieciństwie, a innym razem po latach prób i konfrontacji z rzeczywistością. Nieśmiałość to pewien dyskomfort emocjonalny.

Nakręca nam myślenie mające nas uratować przed sytuacją, w której nie mamy pełnej kontroli nad naszym ciałem, czujemy zdenerwowanie, mamy spocone dłonie, serce bije szybciej niż zwykle. Najprościej byłoby się przyznać przed samym sobą, że nie mamy pełnej kontroli i nasze ciało szaleje. Warto byłoby też przyjrzeć się myślom, które pojawiają się w głowie, i odpuścić sobie, cieszyć się chwilą, zadbać o drugą osobę i o to, jak ona się czuje.

Analizowanie emocji jest nie dla nas

Emocjonalne kłótnie są dla większości mężczyzn wyczerpujące. To, co jest tak w nich męczące, to w rzeczywistości nie sama różnica zdań i konieczność argumentowania swoich racji czy fakt konfrontowania się, ale emocje, do których nierzadko kobiety sprowadzają kłótnię. To zbija nas z tropu, zmusza do zrozumienia własnych emocji. W wielu takich sytuacjach dajemy się wpędzić w maliny, zapominamy o tym, co początkowo wywołało kłótnię. Boimy się tej naszej słabości ‒ nieumiejętności szybkiego i sprawnego rozpoznawania stanów emocjonalnych, kluczowych emocji czy automatycznie pojawiających się myśli, które nami powodują. Większość mężczyzn, gdy ma rozmawiać o emocjach, czuje opór, bo wchodzi na niezbadany teren. Boimy się oddania inicjatywy i czując, że analizowanie emocji nas wyczerpuje, wolimy nierzadko uciąć kłótnię ‒ kłamiąc lub przykrywając emocje złością.

Ja, zazdrosny? A skąd!

Uczucie zazdrości mężczyźni często wolą ukryć lub przykryć złością. Typowy facet nie przyzna się do tego, że zazdrości, bo to by oznaczało, że kobieta ma nad nim przewagę… i że bardzo mu na niej zależy. W rzeczywistości chodzi o to, że taki mężczyzna nie czuje się pewnie ‒ co nie jest jednak przecież czymś stygmatyzującym. Warto po prostu się do uczucia zazdrości przyznać przed samym sobą i popracować nad tym, żeby siebie bardziej polubić i docenić.

Jesteśmy próżni i łasi na pochwały

Pochwały podbudowują nasze ego w taki sam sposób, jak kobiece ego podbudowywane jest komplementami. Ale przecież nie będziemy prosić o komplementy! To takie niemęskie. A jeśli już zostaniemy pochwaleni… to miłe słowa będziemy zbywać. Wolimy ukrywać, że jest nam to tak samo potrzebne jak kobietom.

Seks jest ważny, ale bliskość ważniejsza

My, mężczyźni, też lubimy te bardziej zwyczajne oznaki miłości. Przytulanie, które wyzwala hormony szczęścia, jest nam potrzebne wcale nie mniej niż kobietom. Prawdopodobnie jednak boimy się przyznać do tego, że potrzebujemy takiej bliskości, bo ojcowie nas w dzieciństwie nie przytulali – wszystko po to, by nie zrobić z nas bab. Szkoda, bo przytulanie buduje w dziecku poczucie własnej wartości. Jest niezbędne, by czuło się ono doceniane i kochane. Dzięki takiej dawce bliskości nie musi potwierdzać sobie tego w inny sposób, szukając oznak akceptacji w innej formie. Mężczyźni nie lubią prosić o rzeczy subtelne i przez to… ich często nie dostają.

Jaki jest mężczyzna, każdy widzi – jednak często pod skorupką macho kryje się ktoś zupełnie inny. Warto czasem spróbować być szczerym z sobą samym i odkryć, kim się jest naprawdę i czego się od życia potrzebuje. Jeszcze nigdy bycie w zgodzie z samym sobą i kroczenie własną ścieżką nie wyszło nikomu na złe. To może tylko zaprocentować!


Irek Krajewski
Irek Krajewski

Tworzy strony internetowe i blogi. Biega, kocha taniec, a jego największą pasją jest tango. Jest ojcem cudownej córki, choć nie jest mężem.