Open top menu
Bez jaj, czyli najważniejsze fakty o wazektomii

Bez jaj, czyli najważniejsze fakty o wazektomii


Czym jest wazektomia? Dlaczego mężczyźni poddają się temu zabiegowi? I czy jest się czego bać? Jak się okazuje, to nie tylko zabieg, lecz prawdziwa męska decyzja.

Pierwszy raz usłyszałem o wazektomii przy okazji oglądania Davida Duchovnego w Californication,  serialu o Hanku Moodym, pisarzu cierpiącym na zbyt intensywne życie seksualne. Jego erotyczne przygody okazały się świetną reklamą tej formy antykoncepcji. Stąd zainteresowałem się tematem. Oto, co było dalej.

Teoria versus praktyka

Jak podaje Wikipedia, wazektomia jest mikrochirurgiczną procedurą mającą na celu doprowadzenie do okresowej niepłodności mężczyzny. Należy do popularnych form antykoncepcji w USA i wielu innych krajach (m.in. Chinach, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii i Holandii). Jest dość bezpieczna, relatywnie prosta i ma bardzo dużą skuteczność (99,9%). Chociaż mężczyźni kontynuują stosunki seksualne i mają orgazmy jak poprzednio, ich nasienie nie zawiera plemników. Zabieg ten nie ma nic wspólnego z kastracją (usunięciem jąder), w żaden sposób też nie zaburza gospodarki hormonalnej organizmu. A jednak większości ludzi w Polsce kojarzy się z wykastrowaniem. I to do tego nielegalnym. Zupełnie inaczej wygląda to na zachodzie Europy. Pewien znajomy Anglik po pięćdziesiątce opisał swoją wazektomię krótko – no big deal. Bo naprawdę nie ma się czego bać. Wazektomia nie boli, boli naruszenie męskiego ego.

Mały zabieg, wielka sprawa

A teraz coś ode mnie. Przede wszystkim uważam, że do wykonania wazektomii trzeba mieć jaja. I nie wystarczą tylko te dyndające pomiędzy nogami, chociaż są one z pewnością niezbędne. Trzeba wziąć los we własne ręce, odpowiedzialność na siebie i podjąć męską decyzję. Trzeba też wybrać się do urologa – w moim przypadku pierwszy raz w życiu. To właśnie takie jaja też trzeba mieć! A co się dostaje w zamian? Dużo – rezygnację z prezerwatyw, czy brak następstw stosowania kuracji hormonalnej u partnerki (np. spadek libido). Coś się też traci, np. możliwość wyrzucania partnerce niechcianej ciąży, bo nie zadbała o zabezpieczenie. Wszystko wydaje się proste…

A jednak nie jest. Była to dla mnie trudna decyzja, którą podejmowałem przez kilka miesięcy.  Miałem kumpla, który już był po. Opowiedział mi o wszystkich szczegółach. I to wtedy chyba zaczynałem się przekonywać. Trudnością dla mnie jest to, że odwracalność zabiegu nie jest w 100% pewna. A przecież nie jestem w stanie przewidzieć przyszłości. Nie wiem, czy za 10 lat będę w podobnym momencie życia. Co jeśli jednak będę chciał mieć kolejne dziecko? Podobno zazwyczaj dzieje się to po zmianie partnerki. Oszacowałem dla siebie prawdopodobieństwo czegoś takiego jako niewielkie. Czas pokaże, czy słusznie.

Są też pewne potencjalne dyskomforty. Zabieg może się nie udać za pierwszym razem i wtedy cały proces trzeba powtórzyć. Jest to pewnym minusem. Inną wadą są dolegliwości bólowe, na które skarżą się niektórzy panowie. To już wydaje się być większym minusem, ale znowu statystyka pokazuje, że jest to bardzo rzadkie. Do tego wszystkiego, ta wątpliwa przyjemność (trwająca kilkanaście minut) kosztuje 2000 zł. O dziwo, nie ma nawet zniżek dla posiadaczy Karty Dużej Rodziny. A szkoda, bo zazwyczaj klientami są ojcowie co najmniej dwójki dzieci.

Kiedy warto podjąć ryzyko?

Wazektomia jest dobrym wyjściem dla mężczyzn (i ich rodzin), którzy mają już docelową liczbę dzieci (w moim przypadku czwórka). Mogą się na nią zdecydować ci, którzy nie boją się płynąć pod prąd i mają siłę mierzyć się z niezbyt przyjemnymi, często kpiącymi komentarzami (jeśli sprawa ujrzy światło dzienne; niektórzy wolą się zabiegiem nie chwalić, inni wręcz przeciwnie).

Czasem konieczne może też być dla wielu mężczyzn przeżycie żałoby ‒ przecież jest to pożegnanie z czasem płodności. To utrata czegoś bardzo ważnego – możliwości rozmnażania się. Kobiece organizmy naturalnie same przechodzą takie zmiany (menopauzę). My, mężczyźni, za to sami możemy zdecydować, kiedy to się dzieje. I to bez żadnych dodatków, takich jak wahania nastroju czy uderzenia gorąca. Z przymrużeniem oka mogę powiedzieć, że jesteśmy dzięki temu w uprzywilejowanej sytuacji.

Osobiście uważam podwiązanie się za dobrą decyzję. Dojrzewałem do niej od dawna. I nie żałuję. Może nie jest dla wszystkich. Ale każdy mężczyzna powinien w tej kluczowej dla siebie sprawie powinien się określić – jednak nie ze strachu, a z odpowiedzialności.


Anonim

Ktoś taki jak Ty. Ktoś, kto nie bał się podzielić swoją historią. Ktoś, kogo odwaga nie zawsze powinna być poddawana próbie jawności.