Open top menu
Miłość ojcowska niejedno ma imię

Miłość ojcowska niejedno ma imię


Bycie rodzicem, ojcem wiąże się z całą gamą uczuć i zachowań. Wiadomo, że będąc ojcem dbasz o dziecko, opiekujesz się nim, masz czas na zabawę, bronisz go i chronisz. Po prostu jesteś w jego życiu obecny. Ale czy tak jest zawsze? I czy należy się tego wstydzić?

Gdy dowiadujesz się, że zostaniesz ojcem, rozpiera cię mnóstwo uczuć: radość, niepokój, duma. Nie słabną one przez kolejne 9 miesięcy ciąży, a wręcz przybierają na sile, gdy dostajesz telefon z porodówki. Po kilku godzinach niepewności możesz wziąć swoje dziecko na ręce – fala wzruszenia i ekscytacji, jaka cię zalewa, jest nieporównywalna z niczym innym. Wszystko byłoby dobrze, gdyby ten stan trwał wiecznie.

Jednak gdy po kilku dniach wracasz do domu z nowym członkiem swojej rodziny, nic nie jest już takie jak wcześniej. Nagle orientujesz się, że nie masz już tyle swojej przestrzeni, a dodatkowe obowiązki, nocne pobudki i wspieranie karmiącej matki jeszcze bardziej potęgują wrażenie, że coś nie gra. Pozytywne emocje się ulatniają, a ich miejsce zajmuje niepokojąca myśl, że nic się do dziecka nie czuje. Niestety często to wrażenie przechodzi w pewność, że choć dziecko jest częścią codzienności, to jednak jest obce, a miłość się nie pojawiła.  Naturalne, że w takiej sytuacji pojawia się niepokój, bo ani nie można z nikim o tym porozmawiać (no bo jak to można nie kochać swojego dziecka?), ani samemu sobie pomóc. Tygodnie mijają, a sytuacja tylko się pogarsza. W głowie dźwięczą ciągle pytania bez odpowiedzi: Jakim trzeba być człowiekiem, żeby nie kochać swojego dziecka? Co się ze mną dzieje? Po kilku miesiącach takiego stanu nadchodzi faza odrazy i złości na siebie.

Iskra, która wznieca płomień

Aż, ku twojemu zaskoczeniu i ogromnej uldze, nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki twarz twojego syna uśmiechającego się do ciebie na twój widok, wyzwala w tobie miłość. Tama pęka i wylewa się rzeka uczuć. Miłość, radość, wzruszenie mieszają się ze sobą. Bierzesz synka na ręce i już wiesz, o co w tym wszystkim chodzi ‒ co znaczy być ojcem. Trzeba mieć świadomość, że natura bardzo sprytnie to wymyśliła. Okazuje się, że kobieta ma 9 miesięcy na przygotowanie matczynych uczuć. Nosi dziecko w sobie, ma z nim bezpośredni kontakt. A mężczyzna? Wie, że ono jest, ale nie ma możliwości tego poczuć. Wręcz jest to momentami abstrakcja, stąd nic dziwnego, że ojcowie do miłości rodzicielskiej muszą dojrzeć i potrzebują czasu, czasem wręcz miesięcy – by ona się pojawiła i w pełni rozkwitła.

Prawda jest taka, że temat miłości ojcowskiej to tabu. Przecież nie można się przyznać, że nie od razu pokochało się swoje dziecko albo że ta miłość w ciągu lat się zmienia. A raczej nie zmienia się ona sama, lecz wpływa na nią życie i jego codzienność. Ile razy musisz wybierać między potrzebą odpoczynku po ciężkiej harówie a zagraniem w Uno czy zbudowaniem bazy z Lego? I co wtedy czujesz? A co czujesz, gdy patrzysz na Facebookowe posty tatusiów spędzających czas ze swoimi dziećmi, czerpiącymi tyle radości z zabawy z nimi? W takich chwilach na pewno zastanawiasz się, co znów do cholery jest z tobą nie tak. Dlaczego nudzi cię zabawa klockami, po 20 minutach przekombinowanej pseudogry w piłkę masz dość, słuchanie dziecięcego szczebiotania drażni, a miłość nie wylewa się z ciebie strumieniami, wprawiając w euforię na samą myśl o zabawie z dziećmi. Masz poczucie, że to bardziej kierat niż przyjemność, prawda?

Prawdziwe życie to nie Facebook

Jeśli dopadają cię takie myśli potęgowane wyidealizowanymi zdjęciami obcych tatusiów, po pierwsze miej świadomość, że Facebookowa rzeczywistość i opowieści kolegów to wąski wycinek rzeczywistości, często pokolorowany według potrzeb autora. Gdybyś ty opowiedział o tym, jak budowałeś zamki z piasku na plaży, jak wygłupialiście się na falach i goniliście się z piłką wokół huśtawki, też sprawiałbyś wrażenie tryskającego ojcowską witalnością człowieka. Co z tego, że robiłeś to na urlopie. Czy ktoś pytał, czy robisz to codziennie? Gdybyś dał te kilka minut na budowanie wieży z klocków, odkładając komputer i pracę mimo pełnej głowy tego, co jeszcze do zrobienia, cyknął fotkę z dziećmi i wrzucił na portal społecznościowy z odpowiednim komentarzem – odbiór byłby jednoznaczny – zaangażowany ojciec.

Ale czy to znaczy, że ty byś lepiej się poczuł? Nie, to tylko podkolorowanie rzeczywistości. A jednak, przyznać się do tego, jak szara ona może być, nie przystoi ojcu, bo patrzymy przez pryzmat tego, co robią inni. Tkwimy w schematach i tabu. Nikt nie pokazuje niechęci, słabości, złości, zmęczenia. A przecież każdy to przeżywa, tyle że niektórym jest trudniej, bo… tacy są.

Nikt ich nie nauczył miłości, czerpania satysfakcji z bycia z rodziną, nikt ich nie nauczył zabawy! Czy to znaczy, że nie kochają? Ależ kochają! Poświęcają swój czas, transportując pociechy do i ze szkoły, z zajęć dodatkowych, przygotowując posiłki, robiąc zakupy. W wolnych chwilach stawiają wieże, kopią piłkę, budują zamki, jeżdżą na rowerze. Tyle że nie codziennie. Życie, fizjologia, psychika stawiają swoje warunki.

Czasem słońce, czasem deszcz

Jak zatem można kochać, kiedy masz poczucie, że nie ogarniasz? Może spróbuj wymyślić sobie, jaki powinien być ojciec idealny. Jakie może mieć cechy, a czego nie powinien robić. I w chwilach zmęczenia zagraj tę rolę dla dziecka i przed nim. Kiedy jest luz, wolne i spokój – rzeczy dzieją się same. Jednak kiedy brak sił – przytulenie, buziak, kocham cię, chwila zainteresowania złożą się na piękny obraz. I nie myśl, że to sztuczne, wyreżyserowane czy bez emocji.

To tylko narzędzie do wyrażenia uczuć, które i tak w tobie są. I pamiętaj, że dziecko czuje, że jesteś zmęczony. A jeśli wydaje ci się, że ono nie zdaje sobie jednak z tego sprawy, to mu o tym powiedz. I pamiętaj, że jest różnica między tym, czy jesteś zmęczony i przytulisz, a tym, że jesteś zmęczony i nie przytulisz. Nawet grając rolę. Miłość ojcowska to nie jest pasmo cudownych wzniosłych emocji. To czasem zabawa i ciepło w sercu, a czasem ciężka harówka. To uczucie dające zarówno radość i satysfakcję, jak i irytację czy zniechęcenie. Miłość nieoczywista, ale prawdziwa. I im szybciej to do ciebie dotrze, tym lepiej dla ciebie i twojego dziecka.


Mateusz Brol
Mateusz Brol

Pasjonat psychoedukacji. Wierzy w ludzi i stara się pokazać im ich wartość. Jako człowiek po przejściach zna siłę kryzysu i pomaga ludziom sobie z nim poradzić w taki sposób, żeby był on twórczy. Ciągle szuka nowych możliwości i rozwiązań.