Open top menu
Ukochani synowie Dionizosa, czyli rzecz o alkoholizmie

Ukochani synowie Dionizosa, czyli rzecz o alkoholizmie


Alkoholizm to temat, który jak bumerang pojawia się co jakiś czas w mediach. Wydawać by się mogło, że to zagadnienie wręcz modne i chwytliwe. A tymczasem jest inaczej, to poważny problem obecnego, cywilizowanego świata. Dlaczego zatem jest tak źle wykreowany przez kulturę, szczególnie jeśli chodzi o chorobę alkoholową współczesnych mężczyzn?

O pijaństwie mężczyzn po prostu niewiele się mówi. Dlaczego? Czy to za sprawą uwarunkowań kulturowych? A może tak silnie jest w nas zakorzeniony stereotyp faceta, który musi czasami się napić i porządnie skuć, bo inaczej nie byłby facetem? Pijana kobieta od razu jest zauważana, piętnowana i nazywana alkoholiczką, bo przecież kobiecie pić dużo nie wypada. A mężczyzna? Jak to jest z jego piciem?

Społeczne przyzwolenie tudzież wyobrażenia, które mieszczą się w granicach naszej tolerancji mamy zgoła inne: mężczyzna z kuflem piwa w ręku (na marginesie mówiąc, nigdy nie widziałem reklamy, w której by przy ognisku siedziało kilka pań i obalało z Janosikiem kolejne chmielone) czy facet przybijający dzięcioła na imprezie to normalka, a nawet rodzaj nobilitacji, bo pokazał, jaki to on potrafi być twardy. Czy temat alkoholizmu mężczyzn jest traktowany aż tak po macoszemu? Co tak naprawdę sprzedaje się w mediach?

Wódka jest kobietą

W nagłaśnianiu problemu ludzi cierpiących na alkoholizm zapomniano w dużej mierze o mężczyznach. Takie jest moje zdanie. Medialnie nośny temat to głównie alkoholizm kobiet, a i to nie wszystkich, jak się okazuje.

Przebić się tylko mogą ze swoją chorobą wyzwolone, nowoczesne, dobrze sytuowane i z pozycją wielkomiejskie kobiety, celebrytki czy ogólnie znane panie (o ile chcą, rzecz jasna). Za przykład można tutaj podać choćby film zatytułowany Zabawa zabawa, który ma wejść na ekrany kin w przyszłym roku, i który traktuje o alkoholizmie właśnie pań z wielkich miast i na stanowiskach. Jest to oczywiście nowe zjawisko, należy o nim mówić, ale czy sam problem przypadkiem się nie zapętlił?  Da się  zauważyć pewną patologię tych zachowań ‒ niektóre kobiety tak bardzo zagubiły się w swoim problemie, że wykorzystują go do tego, aby ciągle być na topie i wzbudzać zainteresowanie swoją osobą.

Efekt jest smutny, jak również niebezpieczny. Choroba i jej leczenie przestają się liczyć, co daje zły sygnał społeczeństwu. Ujawniony publicznie problem, z którym nic się nie dzieje, zaczyna po prostu męczyć i nudzić. Zostaje zdewaluowany. Danej osobie przypina się łatkę alkoholiczki, a ta często zachowuje się tak, jakby nie chciała, aby coś w tej kwestii się zmieniło. Na szczęście pojawiają się również kobiety – kariatydy własnej choroby ‒ które znalazły w sobie tyle siły, aby powiedzieć o swoim problemie i wyjść z niego. Wybitnym przykładem w skutecznym radzeniu sobie z chorobą alkoholową wśród pań jest niewątpliwie Stanisława Celińska.

Mówiąc o chorobie alkoholowej kobiet sukcesu, pomija się wszystkie te, które stanowią gros pijących ‒ zwykłe mieszkanki miast i wsi. To, że w ogóle zaczęto mówić o alkoholizmie pań, jest dla mnie wielkim świadectwem postępu naszej cywilizacji i kultury. Myślę, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie było to możliwe: temat uważano za nieistniejący, wstydliwy i unikano go za wszelką cenę. Wszak Agata Passent, córka Agnieszki Osieckiej, gdy w roku śmierci swojej matki oświadczyła publicznie, że poetka była alkoholiczką, została za to zrugana i kazano jej milczeć.

Zaszła więc w tej kwestii jakaś pozytywna zmiana. W sytuacji mężczyzn problem ewoluuje znacznie wolniej. Co prawda coraz częściej mówi się o panach uzależnionych od alkoholu, jednakże w tym przypadku również wszystko zaczyna się od facetów z pierwszych stron gazet, a zapomina o rzeszach zwykłych ludzi.

Pijany mężczyzna się nie sprzeda

Same media, jak już wspomniałem, niewiele mówią o chorobie alkoholowej mężczyzn. Częściej można spotkać wyznania dzieci alkoholików, czyli tak zwane osoby DDA. Na myśl przychodzi mi tylko alkoholowa spowiedź Borysa Szyca na łamach Vivy sprzed około trzech lat. Z rzeczy najnowszych to książka Spowiedź Dawida Janczyka, byłego reprezentanta Polski w piłce nożnej. Są to wyraźne świadectwa traktowania choroby alkoholowej jako problemu dotykającego również mężczyzn. Ale czy wystarczające? Na pewno nie, ale myślę, że są to przykłady ważne.

Choroba alkoholowa jest niczym śmierć z średniowiecznych czy barokowych obrazów dance macabre: dotyka wszystkich niezależnie od profesji, stanu czy ilości posiadanego majątku. Niestety w mediach, które mogłyby odegrać bardzo ważną rolę w uświadamianiu problemu, jej obraz został wypaczony i sprowadzony do pseudobolączki bogatych, znanych i tych z dobrą posadą. Zapomniano o zwykłych ludziach.

A tymczasem wystarczy wyjechać za miasto, przejechać podmiejską wieś czy jakąś zapomnianą wiochę, by niemalże wszędzie zobaczyć zataczających się panów wracających do domu po pracy i po kilku głębszych. Często wielu z nich niesie pod ręką lub w reklamówce jeszcze jakiś dodatek na wieczór. I wcale nie musi to być piątek, czyli konkretny znak rozpoczynającego się weekendu, kiedy wypić można wiele. Wielkopolska, Dolny czy Górny Śląsk, Mazury, Zakopane, Warszawa, Kraków ‒ wszędzie pije się równo, dużo i bardzo podobnie, o czym często przekonuję się podróżując po Polsce.

Gdzie bym nie pojechał, tam nierzadko natykam się na mniejsze czy większe grupy pijanych mężczyzn, niejednokrotnie z wyraźnymi oznakami choroby alkoholowej. Piją z powodu jakiejś okazji, np. w trakcie urlopu czy długiego weekendu, jak i bez wyraźnego celu. Piją samotnie i w grupie. O każdej porze dnia czy wieczorem. Spożywają alkohol na przystanku, przed dyskontem, w klubie, na plażach, nad jeziorami czy w drodze nad Morskie Oko. Można to jeszcze jakoś znieść, jeśli zachowują się przy tym w miarę spokojnie i nie awanturują się.

Gorzej, gdy nocą w schronisku czy nawet w miejskim autobusie pijani pasażerowie awanturują się i zaczepiają – będąc przy tym często agresywnymi –  innych ludzi. Na łonie przyrody pozostałością po obecności pijących są walające się wszędzie butelki i puszki zanieczyszczające środowisko. Oczywiście w takich miejscach nie piją tylko panowie, do kieliszka ochoczo zaglądają również panie. Jednak to mężczyźni piją na ogół częściej i o wiele więcej. Po wielu widać mniej lub bardziej zaawansowaną chorobę alkoholową i większość z nich zdaje się nie mieć świadomości tego, że ma lub może mieć problem.

Ograniczone formy leczenia

Pisząc ten artykuł i przeglądając statystyki czy publikacje, byłem przekonany, że media rzadko podejmują temat alkoholizmu w naszym społeczeństwie. Zmieniłem zdanie: sporo się pisze o piciu Polaków, ale niewiele się robi. Problem alkoholizmu został odwrócony do góry dnem: sama kwestia nadal funkcjonuje bez większych zmian, lecz nagłaśnianie wydaje się nie mieć konkretnego celu.

Wielu narzeka na brak rządowych programów mających na celu zmniejszenie problemu. Również nowoczesne, dostępne formy leczenia nie wszędzie w Polsce się przyjmują. Oprócz tradycyjnej psychoterapii czy wspólnot AA od wielu lat na świecie działa terapia EMDR, której celem nie jest całkowita abstynencja, zupełnie niemożliwa dla wielu uzależnionych, lecz ograniczenie picia tak, aby nie stwarzało ono dużego zagrożenia dla pijącego.

Efektywnym sposobem jest monitorowanie przez terapeutę pacjenta, co również w przypadku słabiej uzależnionych daje dobre efekty. Nie jest to jednak popularna forma leczenia dostępna w naszym kraju. Ponoć rodzimi terapeuci nie są przekonani do sposobu, który ogranicza picie. Uznają, że skuteczna jest albo całkowita abstynencja, albo nałóg. Podczas gdy chociażby amerykańskie badania jasno pokazują, że programy ograniczania spożycia alkoholu są skutecznym sposobem w radzeniu sobie z uzależnieniem dla wielu osób, chociażby tych, którzy mają dobrą pracę, są we wczesnym stadium uzależnienia czy mają wspierającą rodzinę.

Pozostaje czekać na otwarcie się na problem nie tylko mediów, lecz także niektórych mentalności. Każdy sposób radzenia sobie z chorobą, jeśli przynosi efekty, powinien być wykorzystywany.

Bachanalia po polsku

Statystyki jasno pokazują, że poziom spożycia alkoholu w Polsce jest wysoki i ciągle przejawia tendencję wzrostową. Jesteśmy jednym z najwięcej pijących narodów w Unii Europejskiej. Pijemy nawet więcej niż pod koniec komunizmu. Po alkohol w Polsce sięga ok. 80% dorosłego społeczeństwa. Liczba osób nadużywających alkoholu wynosi ok. 3 mln, w tym ponad 600 tys. jest uzależnionych.

Zaburzenia związane z konsumpcją napojów wyskokowych przejawia 20,5% mężczyzn i 3,4% kobiet. Najwięcej problemów alkoholowych przejawiają mężczyźni w wieku 40-49 lat (27,2%) i kobiety w wieku 30-39 lat (5,7%). Tak z grubsza przedstawia się statystyka, która jasno coś pokazuje. Tutaj dochodzimy do sedna sprawy, nie bagatelizując oczywiście problemów alkoholowych kobiet.

Uzależnienie od alkoholu to niejako domena mężczyzn. To panowie piją więcej, mocniejsze alkohole i stanowią o wiele wyższy procentowo stopień uzależnienia. Nie wiadomo z czego to wynika. Nigdzie nie natknąłem się na informacje podające źródła alkoholizmu. Taką mamy kulturę, takie społeczeństwo i taką cywilizację, a tymczasem ukochani synowie Dionizosa dają w palnik równo i czasem ma się wrażenie, że nie stanowi to dla nich żadnego problemu.

Pozostaje się tylko zastanowić dlaczego media, które ponoć stanowią czwartą władzą, nie potrafią odpowiednio zająć się problemem. Ale czy media mają na celu – oprócz rzetelnego informowania – leczyć naród z chorób? Właśnie natknąłem się na wypowiedź Katarzyny Nosowskiej na łamach Gazety Wyborczej odnośnie naszego narodowego alkoholizmu: Ciężko się mówi o alkoholizmie w kraju, w którym jest on znakomitym sposobem na zarabianie przez państwo. Jest w tym jakaś nieskończona perfidia, że angażuje się tyle energii w zakazywanie marihuany i jednocześnie bezczelnie serwuje się alkohol.

Czy państwo, w którym wieczorami na łamach wielu programów telewizyjnych co chwilę widzi się reklamę piwa i siedzących, walczących z siłami natury mężczyzn, jest państwem, które poważnie potrafi zająć się problemem swoich obywateli? Mam wrażenie, że w Polsce – niezależnie od władzy – nikogo to specjalnie nie obchodzi.


Paweł Czachor
Paweł Czachor

Pracownik instytucji kultury. Przyjezdny Krakus z Podkarpacia, który uwielbia szwendać się po mieście oraz długie górskie wycieczki. Prowadzi w mediach społecznościowych stronę Cytatnik, na której publikuje fotografie i cytaty z przeczytanych książek, które go urzekły.