Open top menu
Męskość, czyli dlaczego k… kluczę

Męskość, czyli dlaczego k… kluczę

Ja p… pomyślałem. To niedorzeczność – ja mam pisać o męskości? Prawie 32-letni dzieciak mieszkający z matką, bez pracy, w ciągłym oczekiwaniu, że ktoś wyciągnie do niego rękę, pomoże, ogarnie życie w zastępstwie. Najlepiej kobieta…

Ta jedyna, ciepła, życiodajna i idealna pierś. Ja mam pisać? Po ośmiu latach porzucony przez dziewczynę, która nie chciała dalej żyć z mamałygą, a której nigdy tak naprawdę nie kochałem. Po kolejnym roku odrzucony przez laskę, w której jak nic się zakochałem, ale od której w końcu usłyszałem soczyste: jesteś tylko przyjacielem. No śmiechu warte. A jednak piszę, bo relacja naocznego świadka jest zawsze lepsza niż ta postronnego obserwatora. Męskość? Ja ten temat zjadam na śniadanie. Do wyrzygania.

Genetyczne piętno

Przepraszam za bluzgi. Taka terapia, ciągle jeszcze sprawia mi to zajebistą przyjemność. Przez ponad trzydzieści lat swojego życia nie znałem jej. To znaczy znałem, ale jako odbiorca: dziwki, suki itp. bez problemu przenikały przez ścianę oddzielającą mnie od pijącego na umór ojca. To ciekawe, te wyzwiska zawsze były rodzaju żeńskiego. Tatuś pił, zalewając pustkę po relacji z matką, wymagającą nauczycielką; pił po odejściu od żony, którą zostawił dla młodszej laski, co puściła go ostatecznie w trąbę. Klasyk. Po piętnastu latach synuś – czyli ja – robi dokładnie to samo: topi frustrację w krzakach pobliskiego parku. Genetycznie przekazywane błędne koło. Takie hula-hop. Łap, synku, poćwicz sobie bioderka, a zwłaszcza wątrobę. I nie płacz, nie krzycz, nie tup. W Twoich rękach dziedzictwo tego, który dał Ci życie. Wypełniaj je godnie, bez sprzeciwu, potulnie, do samego końca.

Wzorem męskości to mój ojciec nie był. W yin-jangowym, damsko-męskim świecie proporcje zostały na długo zaburzone: pierwiastek wojownika poszedł w długą, została tylko niewiasta – mdła, eteryczna dziewoja do postawienia na piedestale, lub walcząca silna lwica – też zresztą do tego samego…

Męskość dziś

Trudno wygrzebać z siebie to, co jest dla mnie męskością dziś. Dbanie o siebie i swoich bliskich (ale tylko w takiej kolejności), wzięcie odpowiedzialności za swoje życie, wyciąganie rąk po to, czego się pragnie, podążanie świadomie wybraną drogą, bycie twardym, kiedy trzeba walczyć, i okazywanie uczuć, kiedy ma się na to ochotę. Stawianie granic, jasne zakreślanie swojego ja. No i pitu-pitu itd. Rodzina? Klan ciotek. Jeden zdominowany wujek się ostał. Książki, filmy, inni faceci? No tak… ale to nie jest na co dzień. Gdzieś przecież ta samczość we mnie jest, czasem mi się śni, krąży w żyłach, słyszę jej słaby głos, zawieszony pomiędzy dzieckiem a dorosłym. Czasem ten gówniarz ją zakrzykuje, nie chcę jej, zajmijcie się mną, przytulcie, bo inaczej odmrożę sobie uszy, zapiję na śmierć – mówi. I ja się smarkaczowi nie dziwię. Tylko co z nim zrobić?

Kiedyś wszedłem do naszego starego domu – to ciemne, wilgotne, złe miejsce we wspomnieniach. Wkroczyłem do pokoju i zobaczyłem kilkuletniego siebie skulonego w kącie, ukrytego za firanką. W środku było ciemno, ale ja sam byłem jak latarnia, jak słońce, biła ode mnie poświata, która rozświetlała całe wnętrze. Podszedłem do chłopca, przytuliłem i powiedziałem, że już nikt go nie skrzywdzi. Taki to miałem sen, pretensjonalnie metaforyczny. Ale coś w tym jest. Chodzę ze świecą w ręku i szukam człowieka, konkretnego człowieka, mężczyzny w sobie, ojca, który zająłby się płaczącą i cierpiącą we mnie istotą. Zrozumiał, współczuł, ale potrafił także wesprzeć, dać przykład, pchnąć leciutko do przodu, pomógł wyjść z szafy. A nie napieprzał linijką po łapach, nie stawiał do pionu pajączkiem na plecach: czujesz coś niefajnego, zakazanego, bzzzz, plecy prosto.

Być może tym dla mnie jest teraz szukanie męskości. Być może kurwię, bo nie chcę tego. Bo wolałbym krzyknąć: spieprzyłeś, to sam napraw. Nie naprawi. Od parunastu lat żrą go robaki. Mam nadzieję, że nie na darmo, że w tej naszej dwupokoleniowej sztafecie jego cierpienie i błędy dadzą chociaż mnie dobiec do mety. Ogarnąć męskość. Być synem swojego ojca, ojcem swojego syna. Na razie tylko tego we mnie. Na próbę.