I znów mój duch połyka lęk
Jak martwy człowiek wchłaniam śmierć
Nie widzę nic, nie słyszę nic
Tracę puls i ciało swe
Stworzony by biec
W pogoni za swoim dniem
Przed lękiem uciec chcę
By dalej żyć
Stworzony, by biec
Nie mogę zatrzymać się
Na zawsze zostać chcę
By dalej żyć!
(Myslovitz – Uciekinier)
Ucieczka nie brzmi zazwyczaj w męskim uchu zbyt dobrze . Kojarzy się ze słabością, tchórzostwem, lub brakiem charakteru. Dlatego większość mężczyzn niechętnie mówi o uciekaniu.
Pewien mój znajomy, w najsłabszym okresie swojego życia, który dziś wspomina z zażenowaniem – zostawił żonę i dorastającą córkę, by przez pół roku jeździć autostopem po USA. Wrócił na szczęście po tygodniu, kiedy w wyniku zaskakujących zbiegów okoliczności odkrył, że zachowuje się jak skończony głupiec.
A przecież może być tak jak w dowcipie, kiedy to w więziennej celi jeden z jej mieszkańców nieustannie snuje się z kąta w kąt. Jego współlokator mówi: czy ty myślisz, że jak chodzisz, to nie siedzisz?”
Większość męskich ucieczek może odbywać się inaczej niż zmiana miejsca, szalona podróż, utopijny wyjazd. Istnieje mnóstwo zachowań innego rodzaju, kiedy łudzimy się, że nie opuszczając miejsc naszej egzystencji – jesteśmy wolni od ucieczek.
Może to być np: praca ponad siły, którą napędzają kolejne projekty, czy też zadziwiająca nieumiejętność delegowania obowiązków.
Telefon, który prawie nie opuszcza Twojej ręki, nieustanne zaabsorbowanie informacjami, nowinkami. Ucieczką może być milczenie zamiast rozmowy, również jeśli chodzi o spotkanie z samym sobą. Podobnie może działać wieczne zajmowanie się innymi, żeby przypadkiem nie zatrzymać się przy sobie.
Wielu mężczyzn nauczyło się funkcjonować właśnie tak, żeby nie czuć za dużo i nie dotykać tego, co trudne. Przez jakiś czas to działa, bo na krótką metę unikanie potrafi chronić. Przez jakiś czas pomaga przetrwać napięcie, konflikt, lęk i przeciążenie. Problem zaczyna się wtedy, gdy strategia przetrwania staje się stylem życia.
I w pewnym momencie pojawia się zmęczenie, którego nie da się odespać. Drażliwość, obojętność, wewnętrzne napięcie i poczucie utknięcia.
Mężczyzna często mówi wtedy: „Nie wiem, o co chodzi. Przecież wszystko ogarniam.”
Tylko że „ogarnianie” bywa czasem najbardziej elegancką formą uciekania od siebie.
Od ważnej decyzji, konfrontacji, postawienia granicy i przyznania, że coś boli, że nie wiem.
Najtrudniejsze pytania nie brzmią więc: „Czy sobie radzę”, tylko: „Ile energii kosztuje mnie unikanie?” Czy to jeszcze chronienie siebie, czy już życie w ciągłym napięciu?
Dojrzałość nie polega na tym, że człowiek nigdy nie ucieka, lecz na tym, że zaczyna widzieć koszt swojej ucieczki. I czasem dopiero wtedy pojawia się dobry, mądry ruch.
Czasem to po prostu jeden telefon, szczera rozmowa. Przyznanie – „już nie dam rady, potrzebuję pomocy, nie chcę tak dalej żyć”.
To właśnie od takich momentów zaczyna się powrót do siebie – od odwagi, żeby przestać uciekać.