Czy też niesiesz przekonanie, że tylko wielki wysiłek, znój i trud może przynieść dobre efekty? Jak często powtarzasz sobie i innym, że „nikt nie powiedział że będzie łatwo”, albo „bez pracy nie ma kołaczy”? To prawda, że osiągnięcie wielu rzeczy wymaga włożenia wysiłku i pracy, ale praca i wysiłek nie jest tym samym co harówka i znój.
Scenka z życia wzięta nr 1:
Jestem w trakcie pierwszego roku swojej psychoterapii szkoleniowej. Jest niby okay, ale moja terapeutka widzi, że „kręcę nosem”. Dopytuje, a ja mówię, że w sumie jestem zadowolony z terapii, ale jest tak jakoś… dziwnie. Dziwnie, czyli spokojnie, powoli, miękko, a ja oczekiwałem, że będzie zawsze… mocno, intensywnie. Że jak zada mi terapeutyczne pytanie, to wywróci mi światopogląd do góry nogami. Albo że mnie z wrażenia aż „poskłada” i tydzień będę chodził wspak, no ale potem to wszystko zmieni, się oczywiście na lepsze.
Terapeutka patrzy na mnie wielkimi oczami i pyta, kto mi takich rzeczy naopowiadał o terapii? Psychoterapia może być czuła, łagodna i wyrozumiała. Na co odpowiadam: „Jak to, przecież żeby był efekt, to musi być trudno!”
Kurtyna.
Scenka z życia wzięta nr 2.
Lata później prowadzę warsztaty rozwojowe dla mężczyzn. Po pierwszym dniu chłopaki mówią: super było, dowiedziałem się o sobie czegoś, o czym nie miałem pojęcia, no ale czekam na jutro, żeby było tak „z przytupem” i „z grubej rury”. Drugiego dnia nadal jest rozwojowo, na koniec uczestnicy mówią: no dzisiaj było jeszcze ciekawiej, wynoszę z tego masę potrzebnych rzeczy, ale pewnie trzeciego dnia to już pewnie zaserwujesz takie ćwiczenia, że nas zmiecie z planszy.
Trzeciego dnia rozmawiamy o tym, jak to jest, że z jednej strony widzą, ile się nauczyli, zrozumieli, wzięli dla siebie, a nadal oczekują, że musi być krew, pot i łzy, żeby było „tak naprawdę skutecznie”. Pytam wtedy: „Jak to jest, że niby było zbyt bezpiecznie i spokojnie, a jednocześnie mówicie, jak dużo się wzięliście z tych ćwiczeń dla siebie? I jak bardzo na koniec dnia byliście zmęczeni?”
Kurtyna.
Dziś rozumiem, że odzywa się w nas głęboko wpojone przekonanie, że by cokolwiek miało sens, to musi być efektem wielkiego wysiłku, obowiązkowo z krwią potem i łzami. Że inaczej, po łatwości „to się nie liczy”.
To prawda, że wiele pięknych, dobrych i cennych rzeczy wymaga włożenia pracy i wysiłku. Ale sama harówa wcale nie jest gwarantem uzyskania dobrego efektu. A tymczasem, jeśli głęboko w nas mamy przekonanie, że tylko tyranie do czegoś nas doprowadzi, to… zorganizujemy sobie nasze życie właśnie tak, by było tyraniem. Jednocześnie będziemy pomijać rzeczy, które są „zbyt łatwe”, a mogłyby przynieść ten sam efekt. I będziemy się dziwić, dlaczego w życiu jest nam tak ciężko.
Przekonanie o absolutnej wartości „krwi, potu i łez” może objawiać się w życiu na różne sposoby:
- To może być wytrzymywanie w pracy, która przyprawia nas o wymioty każdego ranka, nie rozwija, ale przynosi „jakieś pieniądze”.
- To może być zapędzanie dziecka do wkuwania fizyki, do której naprawdę nie ma zdolności. Z jednoczesnym przegapieniem, że języki obce przychodzą mu z łatwością i tam warto jest inwestować, bo efekt będzie zwielokrotniony.
- To obśmiewanie osób, które chudną na sławnym leku, bo to przecież „pójście na łatwiznę”. Tylko czy naprawdę chodzi tu o uniknięcie łatwizny, czy raczej chorób związanych z otyłością?
- Wielu z nas pamięta przygotowania przedświąteczne, które trwały, aż matka „padła” ze zmęczenia, bo święta bez jeżdżenia na szmacie do upadłego byłyby przecież „nieważne”. Wiadomo też, że gotowe, zamówione potrawy to oszustwo, bo wszystko musi być przygotowane samodzielnie!
- To może być przymus bycia cały czas produktywnym, bez pozwolenia sobie i ucieszenia się odpoczynkiem. Od ilu osób słyszałem już „ja nie potrafię odpoczywać”!
Lubię te momenty, w których moi klienci orientują się, że mogą odpuścić to tyranie i nie stracą tym samym na wartości. Lubię, gdy mogą wreszcie odetchnąć i sięgnąć po prostsze i lżejsze życie. Gdy mają dzięki temu więcej siły na to, co przyjemne, radosne, głębokie i wartościowe.