Każdy z nas poznał smak zarówno pierwszej, jak i drugiej. Dość często, intuicyjnie wyczuwamy różnicę między nimi. Najgorsze jest to, że nie zawsze potrafimy, lub chcemy, opuścić królestwo złej samotności. Nawet wtedy gdy już wiemy, że więzi nas w nieszczęściu jej posępna królowa – pustka.
Spróbujmy pokrótce opisać oba te mentalne i emocjonalne światy.
Dobra samotność – stwarza przestrzeń: dla spotkania z samym sobą, dla relacji. Pozwala też z większym dystansem spojrzeć na to, co przeżywam, czego pragnę oraz jakie miejsce zajmują w moim życiu inni ludzie. Okno w tym pokoju jest szeroko otwarte i dzięki temu rześkie powietrze może w nim ożywiać oddech psychicznej i duchowej wolności.
Zła samotność – powoduje zapadanie się w sobie, zawężenie. To kurczący się świat, w którym zamieszkuje rezygnacja, niechęć do siebie i niewiara we własną wartość. W nim również potrafi pomimo ciasnoty zmieścić się wiele nieprawdy. Zarówno tej, którą sączą w nas inni, jak też naszej własnej, którą rodzi skrzywiona perspektywa przeżywania siebie. Nie ma tu miejsca na relacje z innymi, bowiem oni jawią się jako intruzi niezdolni zrozumieć co się w nas dzieje. Innym razem możemy sądzić, że nie zasługujemy na obecność w naszym świecie ludzi, którzy zgłaszają gotowość pomocy.
Klamka od drzwi tego mrocznego pokoju znajduje się tylko od wewnątrz – nikt nie jest w stanie sforsować z zewnątrz naszej samotności. Może pukać wytrwale i siedzieć pod drzwiami w nadziei, że ta determinacja obudzi ostrożną gotowość spotkania.
W samotnym oddaleniu, w milczeniu pustych komnat,
Tęsknie za cichym krokiem, który upomni się o mnie.
Dyskretną ciszą zawoła miłość pokorna, ogromna,
Pokona głos przerażenia najboleśniejszych wspomnień.
I splotą się w ufności dwa światy oddalone.
Samotna i samotny – w najlepszym – własnym gronie