Wielokrotnie spotkałem w swoim życiu mężczyzn, którzy na potęgę łykali gniew w chwilach napięć i konfliktów z kobietami.
Nie, nie chodziło o powstrzymywanie się od przemocy fizycznej, nie wchodziło również w grę dławienie krzyku złości, czy chęci, aby obrażać żonę lub partnerkę.
Mówię o zwyczajnym głosie, który wypowiadałby odmienne zdanie, lub zwykłą niezgodę wobec np. przesadnej krytyki, wyrzutów, pretensji.
Zdarzają się sytuacje, gdy mężczyzna czuje, że jest traktowany w poniżający sposób, jak niegrzeczne dziecko przez agresywną matkę. Skąd ten paraliż? Dlaczego powstrzymujemy wtedy słowa sprzeciwu?
Pierwsza odpowiedź przenosi nas w świat dziecięcych doświadczeń, kiedy to niesubordynacja była surowo karana przez mamę. Tamten strach, by nie obudzić furii z powodu odmowy zwróconej ku matce – nie rozpłynął się i nie rozpłynie się sam mocą jedynie upływu czasu. On to właśnie skutecznie blokuje sprzeciw, by nie narazić się znowu na nieprzewidywalny wybuch agresji, włącznie z przemocą fizyczną. Nie ma znaczenia, że teraz po drugiej stronie widzisz filigranową twarz swojej czułej partnerki. W chwilach, gdy dochodzi do iskrzenia zza tej twarzy wyziera wspomnienie tej strasznej, niebezpiecznej, wykrzywionej maski, jak w afrykańskich, czy hinduskich przedstawieniach.
Drugi powód blokady to wspomnienie cierpienia, którym epatowała mama, gdy jej synek buntował się, płakał, mówił – „nie chcę, nie zrobię, boję się”. Ilu mężczyzn, w dysfunkcji chorych na alkoholizm rodzin, stawało się obrońcami i powiernikami swoich mam. Byli też przedłużeniem jej ręki w próbach kontroli ojca – wyciągania mu z kieszeni butelek czy pieniędzy. Bywało, że otwarcie wyrażając swój lęk, smutek, przerażenie – spotykał się z wyrzutem, że nawet on – podpora – nie rozumie i nie wspiera. Rani matkę (jej zdaniem) każdą próbą bojkotu jej toksycznych i bezsensownych zachowań.
Kiedy mamy za plecami takie doświadczenia – nie sposób, żeby nie zaczęły one odzywać się w relacjach z żoną czy partnerką. Szczególnie w sytuacjach, które w jakiś sposób kojarzą się z przeszłością. Oczywiście połykany aktualnie gniew, niezgoda, konfrontacja – rozwala „żołądek”. Zatruwa poczuciem wszechobecnego lęku i potrzebą ochrony nawet, jeśli sprzeciwia się to racjonalności i wzajemnemu dobru.
Jeśli widzisz w sobie takie reakcje – to czas, aby wypracować nowe zachowania – podjąć drogę ku zdrowym postawom. Sama świadomość, że podlegasz takim niszczącym wolność mechanizmom może być początkiem osobistej pracy, by to zmieniać.
Szczera rozmowa ze współmałżonką, partnerką potrafi być kamieniem milowym w tej drodze.
Czasami niezbędna będzie terapia, czasami coaching przytomnych relacji w miejsce toksycznych schematów. Nie musi to być wcale bardzo długi proces. Prawda wyzwala, nawet jeśli płaci się cenę trudu, który przynosi zmianę. Jeśli Twoja kochana kobieta wspiera Cię w tej drodze – prowadzi ona do nowego etapu wolności, która wspiera wzajemną miłość.