W IV wieku gruntownie wykształcony człowiek, Ewagriusz z Pontu, sklasyfikował najczęstsze, destrukcyjne stany powstające na styku emocji, umysłu i ducha.
Nie stworzył tego katalogu sam – opierał się na wielu rozmowach z najbardziej doświadczonymi ludźmi, którzy w odosobnieniu poszukiwali odpowiedzi na najważniejsze pytania: o prawdę, o sens i o duchowość.
Wskazał osiem takich stanów, a jednym z najciekawszych jest ten, który określił mianem acedii (od greckiego słowa ἀκηδία (akēdía)).
Dosłownie oznacza ono brak troski, niedbałość lub zaniedbanie. W wolnym przekładzie acedia to niezdolność do czerpania radości z życia postrzeganego jako przestrzeń dla zaangażowania, pasji, oddania i odnajdywania sensu.
Komuś, kto poddaje się temu stanowi, życie wydaje się obmierzłe, pozbawione smaku i celu. Zaczynamy wtedy myśleć o własnym istnieniu jako o zmarnowanym i pozbawionym szans na jakąkolwiek poprawę.
Rodzi to głęboką niechęć do działania, a wytrwanie w czynieniu dobra jawi się jako katorga i bezsens. To stan, w którym pojawia się pokusa, by przekreślić całą przeszłość i przestać dbać o przyszłość.
Wartości, które dotąd napędzały nas do działania, wydają się wyblakłe i pozbawione siły sprawczej. Z zewnątrz może to wyglądać na apatię, zwykłe zniechęcenie lub lenistwo, lecz w rzeczywistości kryje się za tym coś znacznie poważniejszego. To strefa pogranicza, gdzie naturalne zniechęcenie miesza się z pokusą rozpaczy.
Z jednej strony – w obliczu licznych niepowodzeń, rozczarowań i poczucia, że zło dzieje się bezkarnie – człowiekowi może się wszystkiego odechcieć.
Z drugiej jednak strony podjęliśmy odpowiedzialność za tak wiele spraw i ludzi, że kapitulacja oznaczałaby sporą katastrofę.
To czas, aby przystanąć i przyjrzeć się temu, co się ze mną dzieje. Najpierw trzeba wykluczyć depresję. Jest bowiem wiele cech wspólnych tej choroby i tego, co starożytni nazywali stanem emocji-ducha i umysłu. Pomylenie tych dwóch rzeczy mogłoby się skończyć tragicznie. Jeśli psychiatra wyklucza depresję, jest spore prawdopodobieństwo, że może to być acedia.
Wówczas ten stan może się okazać czasem próby – okazją do oczyszczenia intencji, pogłębienia motywacji i wykrzyczenia swojego bólu. Dopiero wtedy powoli może zacząć wracać światło nadziei oraz świadomość, że nasze zaangażowanie ma głęboki sens.
Jeśli czujesz, że zmagasz się z acedią – spotkajmy się osobiście lub online, abyś mógł odzyskać utracony pion i determinację w dążeniu do tego, co nadaje Twojemu życiu sens.