W pracy z mężczyznami rzadko spotyka się samotnych ojców. Nie dlatego, że ich nie ma – po prostu nie mają czasu na warsztaty, bo całkowicie pochłania ich opieka nad dziećmi.
W polskiej rzeczywistości samotne ojcostwo pozostaje zjawiskiem ukrytym i marginalizowanym, a mężczyzna samotnie wychowujący dzieci spotyka się często nie tylko z niezrozumieniem, ale wręcz z podejrzliwością.
Pamiętam rozmowę sprzed lat. Jechałem z Gdańska do Warszawy i zabrałem autostopowicza. Mężczyzna z zachodniopomorskiej wsi opowiadał mi, jak sam wychowuje pięcioro dzieci. Ich matka zachorowała psychicznie i musiała zostać hospitalizowana. On pracował w warsztacie, a w opiece pomagała mu sąsiadka. Każdy grosz miał przeliczony. Kobieta ze sklepu sprzedawała mu taniej porcje rosołowe, z których gotował zupę na dwadni. Mimo starań, wsparcie państwa polegało głównie na kontrolach ze strony opieki społecznej, która zamiast pomagać, szukała pretekstu, by odebrać mu dzieci. Postawiono mu warunek: ma zrobić remont, mimo że dom był w dobrym stanie. Miało to przekroczyć jego możliwości finansowe, ale kuzyn z Łomianek zaoferował pomoc. Ten mężczyzna jechał do niego od 4 rano PKS-em i autostopem. Powiedział mi wtedy: „Będę walczył do upadłego. Dzieci nie oddam.”
Podobnych historii jest więcej. Rok temu media obiegła opowieść o ojcu z Łodzi, którego opuściła konkubina, zostawiając z szóstką dzieci. Zabrała ze sobą świadczenia z MOPS, a formalnie przypisane jej 500+ również zostało zawieszone. Ojciec zamieszkał z dziećmi na 20 metrach kwadratowych i podjął pracę jako ochroniarz. Opieka społeczna oceniła warunki jako niewystarczające i dzieci odebrano.
Samotni ojcowie są przez system traktowani jako rodzice drugiej kategorii. Ich trudna sytuacja finansowa nie wywołuje współczucia, lecz podejrzenia.
Kobieta w analogicznej sytuacji otrzymuje wsparcie, mężczyzna natomiast pomoc w postaci odebrania dzieci. System nie wspiera dzieci, ale rodzica – o ile tym rodzicem jest kobieta. Mężczyzna wychowujący dzieci samodzielnie staje się w oczach instytucji zagrożeniem dla ich dobra.
U podstaw tego leży głęboko zakorzeniony stereotyp: Matka Polka jako ofiarna opiekunka kontra ojciec – nieobecny, agresywny, niegodny zaufania.
Dlatego samotny ojciec jest zjawiskiem nienaturalnym dla społecznej wyobraźni. Ma zarabiać, a nie zajmować się dziećmi. Jeśli się opiekuje – musi być jakiś haczyk.
Zmienia się to powoli. Coraz więcej mężczyzn angażuje się w ojcostwo i zaczyna być inaczej postrzeganych. Ale to wciąż początek długiej drogi.
Ojcostwo samotne, podobnie jak macierzyństwo, nie jest pozbawione ograniczeń. Ojciec nie zastąpi matki, tak jak matka nie zastąpi ojca. Każde z nich modeluje inne aspekty tożsamości dziecka. Mężczyzna wychowujący samotnie córkę nie nauczy jej kobiecości, ale może pomóc jej budować poczucie własnej wartości, niezależne od atrakcyjności seksualnej.
Znam kobietę wychowaną przez ojca i dziadka. Piękna, silna, samodzielna. Ale jej męska twardość i potrzeba kontroli uniemożliwia jej zbudowanie trwałej relacji z mężczyzną. Nie potrafi sobie pozwolić na wrażliwość i kobiecą delikatność.
Samotne ojcostwo po stracie partnerki (np. śmierci) i po jej odejściu to różne historie. W obu przypadkach pojawia się żałoba, ale jej przebieg i emocjonalne konsekwencje mogą być różne. Czasem mężczyzna nie przeżywa żałoby do końca, co uniemożliwia mu stworzenie nowego, zdrowego związku. Kobieta, która wchodzi w taką relację z mężczyzną pogrążonym w żałobie, często podejmuje błędne decyzje, liczy na to, że go „uzdrowi” przez troskę i zaangażowanie. Ale to nie działa. Relacje są komplementarne. Także ta kobieta musi spojrzeć na siebie: dlaczego zdecydowała się być z kimś nieobecnym emocjonalnie? Dlaczego realizuje potrzebę opieki? Zmiana w związku musi nastąpić po obu stronach. Dopiero wtedy można mówić o nowejjakości relacji. Zarówno ojciec, jak i matka, nie są w stanie w pełni zastąpić drugiej strony. Ale każde z nich może wnieść do życia dziecka wartości, które je wzmocnią. Aby jednak samotne ojcostwo nie było skazywane na niepowodzenie, musi zmienić się postrzeganie mężczyzn w społeczeństwie i systemie. Musimy nauczyć się widzieć w nich pełnoprawnych rodziców, zdolnych do miłości, troski i odpowiedzialności.
Pytanie do Ciebie: znasz takie historie a może dotyczy to Ciebie? Chcesz się podzielić? Zapraszamy!