Troska, która uzdrawia
W swojej przełomowej książce „O sztuce miłości” Erich Frohm przywołał troskę jako jeden z pięciu konstytutywnych elementów autentycznej miłości.
To słowo pachnie twórczą energią i mądrością w zadbaniu o bliską nam osobę. Rzeczywistość jaką odsłania pełna jest zarazem trzeźwości jak i współczucia.
Nie wprowadza nas w spazm, ale uważną i zaangażowaną obecność. Wnosi blask w nasze spojrzenie i ciężar gatunkowy podejmowanych działań.
Niezwykle ciekawa jest intuicja zawarta w języku hebrajskim i łacinie, gdzie „rapha”,(hbr) i „cura” (łac) oznacza zarazem troskę, jak i zdrowie. Wydaje się w tym kryć przesłanie: okaż troskę, a wniesiesz uzdrowienie, lub wzmocnisz proces powrotu do stanu integralności.
Wielu ludzi korzystających z terapii odczuwa wzruszenie, gdy orientują się, że w spojrzeniu, tonie głosu, doborze słów i stylu obecności doświadczają pierwszy niekiedy raz w swoim życiu autentycznej troski drugiego człowieka. To bolesne, że latami nie mogli się tego doczekać od swoich najbliższych.
Możemy dawać sobie to leczące doświadczenie. Zwłaszcza kiedy w naszej historii doświadczamy bolesnych, na wpół wciąż otwartych ran. W bliskich relacjach małe gesty mogą stać się znakami wielkiej troski. Drobne gesty, czułość, spojrzenie, coś pomocnego, pamięć o umówionej wizycie lekarskiej kogoś z rodziny stają się lekarstwem dla emocji, relacji, a nawet ducha.
Odrębną sprawą jest troska o własne potrzeby, dotrzymywanie sobie samemu danego słowa i zadbanie o siebie. Zwłaszcza, gdy jakieś bolesne wspomnienia, cierpienie doznanych krzywd, zranień relacyjnych daje o sobie znać.
Potrafimy w takich sytuacjach być dla siebie mało życzliwi. A przecież te właśnie momenty potrzebują uzdrawiającej troski o samych siebie.
