Naturalną rzeczą jest pytanie o to, kim jestem jako ojciec w oczach swoich dzieci.
Nie chodzi przy tym o neurotyczną potrzebę robienia na nich jak najlepszego wrażenia, ale o niebanalną w skutkach korelacje tego kim chcę być, a kim się jawię. Gdy próbujesz to zrobić – warto zatrzymać się i zapytać, co dokładnie się wtedy w Tobie dzieje? Czy to wyobrażenie dodaje Ci sił? Umacnia Cię i przynosi radość? Czy raczej osłabia Twoje poczucie wartości i budzi niepewność?
W realnym życiu rodzinnym to wyobrażenie rzadko powstaje w próżni – nieustannie towarzyszy mu filtr spojrzenia żony / partnerki.
Przeglądanie się w oczach dziecka poprzez lustro trzymane przez partnerkę jest ważne – poszerza bowiem perspektywę. Bywa jednak zdradliwe, gdyż często jest to krzywe zwierciadło odbijające jej własne lęki, zmęczenie czy nieprzepracowane schematy. Kiedy bezrefleksyjnie przyjmujesz ten krytyczny obraz, zaczynasz patrzeć na siebie jak na niedojrzałe, niezaradne dziecko i przestajesz budować autentyczną więź ze swoimi dziećmi.
Gdy codzienność staje się powodem do zarzutów
Spójrzmy na dwa czytelne przykłady z codziennego życia:
- Rozgardiasz w salonie: W sobotni poranek budujesz z dziećmi gigantyczną twierdzę z poduszek. Dzieci piszczą z zachwytu, ale do pokoju wchodzi żona, załamuje ręce i rzuca: „Jesteś jak kolejne, najstarsze dziecko w tym domu! One widzą w Tobie tylko kumpla do demolki, na którym nie można polegać”. Przyjęcie tego filtra sprawia, że radość natychmiast ustępuje wstydowi i poczuciu, że znowu zawiodłeś.
- Odwołane rowery: Wracasz wykończony po ciężkim dniu, a dzieci pytają o obiecany wyjazd na rowery. Rzucasz krótko, że musicie to przełożyć. Żona komentuje z boku: „Mówiłeś im rano, że na pewno pojedziecie. Dzieci widzą, że Twoje słowa są rzucane na wiatr”.
Poważne i uczciwe przyjrzenie się obserwacjom żony
Pierwszą reakcją na krytykę bywa złość i automatyczna obrona. Dojrzałość nie polega ani na ślepej walce, ani na uległości. Zamiast odrzucać słowa partnerki jako atak lub bezwolnie się w nich zapadać, potrzebujesz przestrzeni na uczciwy wgląd i przeanalizowanie tego, co usłyszałeś.
Przełom polega na precyzyjnym rozdzieleniu dwóch elementów: emocjonalnej etykiety od realnego faktu:
- Odsiewasz emocjonalną etykietę: Słowa takie jak „jesteś nieodpowiedzialnym dzieckiem” to interpretacja żony podszyta jej własnym lękiem lub zmęczeniem. Tę etykietę odrzucasz – nie definiuje ona Twojej wartości jako ojca.
- Uwzględniasz trafne obserwacje: Przyglądasz się obiektywnym faktom. Zauważasz np., że rano rzeczywiście złożyłeś obietnicę wspólnych rowerów i jej nie dotrzymałeś. To jest konkretna obserwacja, którą warto poważnie wziąć pod uwagę.
Uczciwe przyjrzenie się tej informacji nie służy samobiczowaniu, lecz wyciągnięciu dojrzałych wniosków.
Zamiast myśleć „jestem do niczego”, zadajesz sobie pytanie: „Co w moim postępowaniu wymaga realnej poprawy?”. Dostrzegasz, że dotrzymywanie słowa jest dla dzieci fundamentem poczucia bezpieczeństwa, i decydujesz się skorygować to konkretne zachowanie.
Decyzja: jak dalej myślisz o sobie w oczach dzieci?
Gdy przejdziesz przez proces oddzielenia ziarna od plew, przejmujesz pełną odpowiedzialność za to, jak dalej myślisz o sobie, jako o ojcu:
- Korygujesz zachowanie bez utraty wartości: Przepraszasz dzieci za odwołany wyjazd i ustalasz nowy termin. Pokazujesz im, że jesteś ojcem odpowiedzialnym i godnym zaufania, który potrafi przyznać się do błędu.
- Odbudowujesz autonomiczną tożsamość: W swojej wyobraźni przywracasz obraz siebie jako ojca, który nadaje autorski kształt temu kim jest. Masz prawo do własnego, męskiego stylu budowania więzi z dziećmi – w tym do radosnego szaleństwa w salonie – nie potrzebując na to nieustannego przyzwolenia.
Stawianie mądrych granic
Ta wewnątrzsterowna postawa wymaga wyznaczenia dwóch granic:
- W relacji z partnerką: Masz prawo powiedzieć: „Dziękuję za Twoją uwagę dotyczącą planu dnia i obietnicy, ale nie przyjmuję etykiety nieodpowiedzialnego dziecka”.
- Wewnątrz siebie: Zatrzymujesz własny wstyd i nawyk samobiczowania. Głos „jestem beznadziejny” zamieniasz na świadomą myśl: „Robię błędy, ale jestem obecnym, uczącym się ojcem”.
Gdy oczyszczasz własną wyobraźnię z bezkrytycznie przyjmowanych filtrów, wreszcie zyskujesz zdolność, by spojrzeć bezpośrednio w oczy swoich dzieci i zobaczyć to, jak naprawdę Cię widzą.