Chłopiec, który z dumą przynosi mamie namalowany kwiat, znaleziony na podwórku skarb (zardzewiały zegarek), pierwsze oceny ze szkoły i podbite oko z podwórka po wygranej walce.
Ile z tego chłopca masz w sobie dziś, gdy wracasz z pracy do domu świadom, że za chwilę przywitasz się ze swoją kobietą?
Kogo jednak spotkasz w progu waszego mieszkania: cień Twojej mamy, czy istotę, z którą tworzysz związek dorosłych, oddanych sobie osób?
Może tak się zdarzyć, że gdy Twoje dziecięce prezenty nie znalazły uznania w oczach mamy, wciąż podskórnie czekasz na tę wyjątkową aprobatę, którą mogła dać wyłącznie ona. Już nigdy jednak nie rozpłyniesz się z dumy i szczęścia w ten jedyny, niepowtarzalny sposób, który mógł dać matczyny zachwyt.
Jeśli jednak będziesz tego szukać u swojej żony, partnerki – podążysz śliską ścieżką.
Będziesz podbiegał do niej z wnętrza swojego świata, by na chwilę stać się centrum jej życia i znów wrócić do swojej krainy dziecięcych marzeń i zdobyczy.
Zrezygnuj zatem z próby zapełnienia tej chłopięcej tęsknoty.
Nie oznacza to jednak porzucenia potrzeby uznania w związku. To ogromna i wzbogacająca relację wartość, jeśli oboje wyruszają w jej stronę.
Takie partnerstwo jest jak morska bryza podczas upału.
To uwalniający radość przepływ uwagi skupionej naprzemiennie. Gdyby bowiem ten ożywczy powiew uznania zablokował się w relacji – frustracja zaczyna ulatniać się jak trujący czad. Może to sparaliżować związek w zdolności dawania obojgu radości i świeżej motywacji.
Myśląc nad pięknem wzajemnego uznania ułożył mi się taki wiersz:
Jaśniejesz w moich oczach,
Pachną ukryte kwiaty.
Nie tylko darami, ale ich odkryciem
Jesteś bogata – jestem bogaty.
Wojciech Jędrzejewski – coaching przełomu, Masculinum.