Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego tobie jako osobie uzależnionej od substancji lub kompulsywnego zachowania, tak trudno jest odstawić nałóg?
Dlaczego towarzyszy temu taka niechęć, obniżony nastrój oraz wielokrotne łamanie abstynencji? Dlaczego zauważając jak szkodliwe dla ciebie jest zażywanie, picie lub inne kompulsywne zachowanie, tak bardzo szarpiesz się wewnętrznie i negocjujesz ze sobą oraz otoczeniem warunki rozpoczęcia nowej drogi swojego życia, jaką jest trzeźwość?
„Wystarczy odstawić jeśli się chce” – często myślisz ty sam, jak i reszta świata. „Przecież to proste… jak nie chcesz, to nie pijesz”.
Dzisiaj przedstawię ci proces, któremu podlega człowiek, który żegna się z nałogiem. Osoba, która traci w życiu coś, co według niej pozwalało jej osiągnąć dobre samopoczucie i w co była, często całą sobą, zaangażowana emocjonalnie, może mieć poczucie nie tylko straty ważnej części swojej rzeczywistości, ale wręcz utraty części siebie.
Dlaczego?
Ponieważ wieloletnie spożywanie substancji wpłynęło na strukturę osobowości tej osoby. Zmiana tej osobowości budzi strach i refleksje – kim bez tej substancji będzie i czy polubi człowieka, którym się stanie.
Żebyś lepiej zrozumiał, co się z tobą dzieje środowisko terapeutyczne przyrównuje ten proces do drogi wychodzenia ze straty, czyli przeżycia swoistej żałoby, która ma 5 etapów.
Etap pierwszy: Szok, niedowierzanie oraz zaprzeczanie
W tej fazie osobie uzależnionej trudno pogodzić się z wizją tego, że będzie musiała na stałe zrezygnować z substancji. Przyznanie się do faktu, że tak daleko zabrnąłeś w nałóg jest trudne. Pojawia się chęć obrony wizerunku osoby niepodległej żadnej substancji. Ponadto spożywanie towarzyszyło ci w wielu ważnych momentach życia, co wytworzyło z nią emocjonalną więź. Trudno z tej więzi zrezygnować na zawsze, więc chcesz ochronić ją i przytrzymać przy sobie. Diagnoza uzależnienia budzi w tobie opór, który często przejawia się poprzez chęć udowodnienia sobie i diagnoście, że diagnoza jest błędna, a nałóg mniej zaawansowany. To naturalne, że to, co tobie bliskie chcesz mieć… blisko. Pożegnania zawsze są trudne, więc zwlekasz z nim wszelkimi sposobami, bojąc się, jak będzie wyglądało życie bez tej szczególnej z twojej perspektywy relacji. W tym przypadku bez relacji z substancją. Pojawia się wizja próby zrezygnowania z substancji na jakiś czas, która niestety u większości osób uzależnionych jest tylko odroczeniem trwałego rozstania.
Etap drugi: Złość i bunt
Ten etap wiąże się głównie z irytacją i poczuciem braku sprawiedliwości wobec faktu uzależnienia. To brak zgody wobec obecnej sytuacji i próby zatrzymania dotychczasowego życia pomimo faktu uzależnienia. W wielu przypadkach decyzja o „przerwie” w piciu poddawana jest próbie, ponieważ osoba uzależniona zauważa dyskomfort zarówno fizyczny jak i psychiczny, spowodowany odstawieniem substancji. Spotkania towarzyskie stają się męczące i bezsensowne, gdy jesteś jedną z niewielu osób, która nie pije. Masz poczucie, że wszyscy mogą korzystać z alkoholu i nie doznają z tego powodu konsekwencji w postaci choroby, tylko ty. Popadasz w użalanie się nad sobą. Zaczynasz zazdrościć innym swobody w korzystaniu z substancji i widzieć w tym swoje ograniczenia. Masz poczucie, że twoje życie zmieniło się na niekorzyść, ponieważ nie umiesz czerpać przyjemności z aktywności, które kiedyś były źródłem rozrywki i odprężenia. Pytania „dlaczego nie pijesz” denerwują cię tak samo jak ludzie, którzy namawiają cię do picia, mimo twojej odmowy… Generalnie wszystko jest… „do bani”…
Etap trzeci: Targowanie się
Zaczynasz ze sobą negocjować. A może by tak pić tylko w weekend?… A może tylko od święta?… A może co drugi dzień?… A może nie jest jeszcze tak źle?… A może terapeuta nie miał racji?… A może nikt nie ma racji?… Może oni wszyscy się na mnie po prostu uwzięli?… Fakt, że jesteś już kilka dni czy tygodni w abstynencji i nie pijesz służy ci za koronny argument, że z twoim używaniem substancji nie jest tak źle, bo gdyby było, to byś przecież nie wytrzymał. Starasz się przekonać siebie i innych, że powrót do spożywania na nowych warunkach jest możliwy i zaczynasz wdrażać to w życie… Niestety, szybko wracasz do starego schematu picia. Przerwa w piciu nie powoduje, że stare nawyki znikają. Co więcej, pojawia się chęć nadrobienia straconego na abstynencji czasu. Pijesz więc jeszcze więcej, albo coraz częściej, co niesie za sobą kolejne konsekwencje. Wtedy możesz dojść do refleksji, że jednak świat miał rację.
Etap czwarty: Smutek, poczucie pustki, depresja
Na tym etapie właśnie uświadomiłeś sobie, że jednak jesteś uzależniony, a na próbę kontroli spożywania substancji jest już za późno. Najwięcej uwagi skupiasz na żalu nad utraconą radością z korzystania substancji. Zdajesz sobie również sprawę, że twój nałóg nie tylko się nie cofa, ale się rozwija. Zaczynasz sobie zdawać sprawę z konsekwencji oraz z faktu, że etap korzystania z substancji w bezpieczny sposób minął bezpowrotnie i potrzebna jest nie tylko abstynencja, ale również przebudowa dotychczasowego życia. Zaczynasz widzieć ile masz pracy przed sobą by wyprowadzić swoje życie na właściwe tory. Rozważasz lub decydujesz się pójść po pomoc, co bywa dodatkowym źródłem trudnych emocji. W twoim organizmie spada poziom dopaminy, co z kolei może dawać odczucie, że życie bez substancji nie ma większego sensu.
Etap piąty: Akceptacja
Ten etap to moment ulgi i pogodzenia się z faktem życia z uzależnieniem. Zauważenie, że życie bez substancji jest możliwe oraz doświadczanie pierwszych zalet nowego stylu życia. Akceptacja to nie tylko wewnętrzny stan ducha, ale również wdrażanie w życie zaleceń potrzebnych do utrzymania trzeźwości i czerpanie z nich korzyści psychofizycznych. Ponadto, akceptując swoją chorobę, zaczynasz widzieć sens traktowania jej jak ważnego wskaźnika w procesie podejmowania zarówno ważnych decyzji życiowych, jak i takich, które dotyczą „tylko” spędzania wolnego czasu. Zaczynasz szukać innych form regulowania niewygodnych emocji. Na nowo zaciekawiasz się życiem.
Doświadczanie straty to ważny element żegnania się ze szkodliwym nawykiem. Nie da się inaczej pożegnać ważnej relacji. Trzeba to odcierpieć i iść dalej w nowe lepsze życie.
Przeżyć na trzeźwo pierwsze święta, pierwszego sylwestra, pierwsze imieniny, pierwsze urodziny bliskiej osoby, pierwszy urlop. To będzie trudne, ale doświadczanie tego co trudne, to ważny element brania odpowiedzialności za własne życie i pokierowania nim samodzielnie zamiast oddawania kontroli nad nim chemicznej substancji.
Z mojej perspektywy bardzo warto !!