W mojej pracy spotykam wielu mężczyzn, którzy uczą się stwarzać w sobie przestrzeń na przeżywanie tych emocji. Tych emocji, które aktualnie wyrażają ich współbrzmienie z tym, co się dzieje wokół nich. To dobra praktyka. Zwłaszcza, gdy ich wcześniejsze doświadczenia życiowe uczyły czegoś odwrotnego: nieważne co czujesz, zamknij się, przestań się wściekać, nie płacz, nie wolno się bać.
Gdy po latach niekorzystania z daru czucia siebie posmakujesz kontaktu z sobą, a przez siebie – ze światem – zaczynasz to cenić. Życie pokazuje, że ten rodzaj ekspresji okazuje się najtrudniejszy wobec najbliższych nam osób.
Dlaczego tak się dzieje?
Żona, partnerka potrafią stać się wehikułem czasu, przenoszącym nas w momenty dławienia emocji z czasów dziecięcych. To nie jest tak, że one zabraniają nam okazywać nasze lęki, złość, czy smutek. Najczęściej chciałby nas autentycznych. Niekiedy jednak nie potrafią tego unieść i czujemy jak to je przerasta, lub przynajmniej tak nam się wydaje.
I wtedy zaczynamy czuć frustrację, że tu, gdzie najbardziej nam zależy, najmniej jesteśmy prawdziwi w okazywaniu emocji. Bywa, że tę złość na własne ograniczenie przerzucamy na drugą połówkę.
Nie umiemy przekroczyć własnego oporu, a zachowujemy się tak, jak gdyby winę za to ponosiła ona. Owszem może tak być, że kobieta rzeczywiście boi się naszej złości, lęku czy smutku. W jednym i drugim wariancie warto jednak podjąć rozmowę. Być może najtrudniejszą, pełną obaw, że otwartość zostanie odebrana jako coś zagrażającego. Jeśli uda się takie spotkanie – przyniesie bliskość otwartych serc
Wojciech Jędrzejewski
Coaching przełomu w Masculinum. Towarzyszę również parom online w ich spotkaniu ze światem ich wzajemnych uczuć, którymi chcą się ze sobą autentycznie dzielić.
kontakt@wojciechjedrzejewski.pl